Dwa razy wybrałam się na rejsy organizowane przez We Love Warsaw.
Jeden odbył się we wrześniu zeszłego roku, drugi zaś na początku maja, wieczorową porą.
Każdemu towarzyszył komentarz przewodnika - i nawet zdublowała się tylko c z ę ś ć usłyszanych informacji. Tylko na drugiej wycieczce byłam nieco rozczarowana, bo opis rejsu mówił o "ciekawostkach szemranej Warszawy", a tego akurat nie było aż tak dużo.
Ale ogólnie za każdym razem jestem zadowolona z wycieczek tej organizacji.
W tym roku chciałabym jeszcze przepłynąć z Warszawy do Serocka, gdzie podobno znajduje się interesujący kościół.
W tym miejscu następuje dokumentacja fotograficzna.
Pomnik Sapera od drugiej strony rzeki.
Syrenka uwięziona;-)
Jeden z ulubionych mostów nowożeńców.
Moje nocne zdjęcia to niestety nie jest szczyt sztuki fotograficznej - lepiej zajrzeć na fejsbukową stronę We Love Warsaw .
piątek, 1 czerwca 2012
niedziela, 27 maja 2012
Kamienice w Śródmieściu
Kolejny poranny spacer - tym razem Śródmieście.
Mmmm... big city!
Jednak głowę zwracam w drugą stronę alei Jerozolimskich, w stronę budynków nie połyskujących w słońcu, z których większość nie olśniewa aż tak nowością i świeżością...
Ale olśniewa. Czasem tylko trzeba się dopatrzeć tych ujmujących szczegółów i zmrużyć oczy, żeby pominąć zaniedbanie lub brud...
Tuż nad Metrem Centrum - Hotel Polonia. Tutaj szczegół od strony Poznańskiej.
Do budynku hotelu uśmiecha się szczęście: po wojnie uniknął zniszczeń, zaś dość niedawno jego fasada doczekała się remontu.
Tuż obok, na rogu Poznańskiej - kamienica Rakmana.
Płachta bez reklam, więc może faktycznie pod spodem dzieje się remont? tak by wskazywały elementy u szczytu, które, jeśli dobrze widzę z dołu, rozjaśniały i odmłodniały.
Cieszy to bardzo, bo kamienica ta, wybudowana w latach 1905-06, należy do nielicznych przykładów warszawskiej secesji.
Spójrzmy na te kwiaty i długie łodygi!
Spójrzmy na wijące się kształty nad bramą i urocze twarzyczki witające nad drzwiami!
Tak zazdrościłam Rydze jej secesyjnych kamienic! Pomijając jednak zniszczenia wojenne i komunistyczne, które uniemożliwiają nam w Warszawie cieszenie się stuletnimi kamienicami, to jednak trzeba zwyczajnie zadbać o to, co jednak ocalało. To nie jest naszą mocną stroną. Spacerując deptakiem od metra do Centralnego zawsze z żalem patrzę na te kamienice wzdłuż Alei, widząc w nich intrygujące kształty, które tylko trzeba wydobyć spod brudu i reklam. Może jestem zbytnią optymistystką, ale jednak wierzę, że kwestia najbliższych kilku lat.
Kolejna kamienica to numer 49, kamienica Dawidsohna i Kadyńskiego z 1913.
Fasada o wczesnomodernistycznych detalach; brama za złoceniami:
Kolejna brama, w której się zagłębiam, jest mi dość dobrze znana.
Po pierwsze, to tu w głębi znajdziemy warszawski Fotoplastikon, ponoć jeden z ostatnich na świecie. Po drugie, na górze ma swoje biuro PTTK, gdzie dwa lata temu uczęszczałam na kurs przewodników miejskich. Miło wspominam te klatki schodowe i kwieciste zdobienia ram drzwi.
Secesyjno-roślinne dekoracje komponowały się znakomicie z branżą właścicieli kamienicy, rodziny Hoserów. Fryz nad bramą jest już świadomym nawiązaniem do Zakładu Ogrodniczego Bracia Hoser.
To kolejna fasada domagająca się oczyszczenia.
Powrót do przyszłości: widok z Pankiewicza:
Zawracam i skręcam w Poznańską.
Na rogu Nowogrodzkiej: gmach Telegrafu i Telefonów z fantastycznym godłem:
Klucząc, dochodzę do kościoła św. Piotra i Pawła.
Z wnętrza mogę zobaczyć tylko to, co widać przez kratę:
Odbudowany po wojnie kościół podobno niewiele przypomina neogotycko-romański oryginał z XIX wieku.
Z ciekawostek - tuż obok znajduje się kaplica św. Barbary.
Kaplica ta jest jedyna pozostałością po Cmentarzu Świętokrzyskim, który istniał tu od 1781 przez ponad 80 lat. "Świętokrzyski" - bo założony przez ojców misjonarzy z Kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Był to prekursor warszawskich szpitali "polowych", poza granicami miasta.
Spacer kontynuowałam ulicą Emilii Plater i dalej, do Metra Politechnika.
Korzystam jak zwykle ze Spacerownika Wyborczej. A także:
Mmmm... big city!
Jednak głowę zwracam w drugą stronę alei Jerozolimskich, w stronę budynków nie połyskujących w słońcu, z których większość nie olśniewa aż tak nowością i świeżością...
Ale olśniewa. Czasem tylko trzeba się dopatrzeć tych ujmujących szczegółów i zmrużyć oczy, żeby pominąć zaniedbanie lub brud...
Tuż nad Metrem Centrum - Hotel Polonia. Tutaj szczegół od strony Poznańskiej.
Do budynku hotelu uśmiecha się szczęście: po wojnie uniknął zniszczeń, zaś dość niedawno jego fasada doczekała się remontu.
Tuż obok, na rogu Poznańskiej - kamienica Rakmana.
Płachta bez reklam, więc może faktycznie pod spodem dzieje się remont? tak by wskazywały elementy u szczytu, które, jeśli dobrze widzę z dołu, rozjaśniały i odmłodniały.
Cieszy to bardzo, bo kamienica ta, wybudowana w latach 1905-06, należy do nielicznych przykładów warszawskiej secesji.
Spójrzmy na te kwiaty i długie łodygi!
Spójrzmy na wijące się kształty nad bramą i urocze twarzyczki witające nad drzwiami!
Tak zazdrościłam Rydze jej secesyjnych kamienic! Pomijając jednak zniszczenia wojenne i komunistyczne, które uniemożliwiają nam w Warszawie cieszenie się stuletnimi kamienicami, to jednak trzeba zwyczajnie zadbać o to, co jednak ocalało. To nie jest naszą mocną stroną. Spacerując deptakiem od metra do Centralnego zawsze z żalem patrzę na te kamienice wzdłuż Alei, widząc w nich intrygujące kształty, które tylko trzeba wydobyć spod brudu i reklam. Może jestem zbytnią optymistystką, ale jednak wierzę, że kwestia najbliższych kilku lat.
Kolejna kamienica to numer 49, kamienica Dawidsohna i Kadyńskiego z 1913.
Fasada o wczesnomodernistycznych detalach; brama za złoceniami:
Kolejna brama, w której się zagłębiam, jest mi dość dobrze znana.
Po pierwsze, to tu w głębi znajdziemy warszawski Fotoplastikon, ponoć jeden z ostatnich na świecie. Po drugie, na górze ma swoje biuro PTTK, gdzie dwa lata temu uczęszczałam na kurs przewodników miejskich. Miło wspominam te klatki schodowe i kwieciste zdobienia ram drzwi.
Secesyjno-roślinne dekoracje komponowały się znakomicie z branżą właścicieli kamienicy, rodziny Hoserów. Fryz nad bramą jest już świadomym nawiązaniem do Zakładu Ogrodniczego Bracia Hoser.
To kolejna fasada domagająca się oczyszczenia.
Powrót do przyszłości: widok z Pankiewicza:
Zawracam i skręcam w Poznańską.
Na rogu Nowogrodzkiej: gmach Telegrafu i Telefonów z fantastycznym godłem:
Klucząc, dochodzę do kościoła św. Piotra i Pawła.
Z wnętrza mogę zobaczyć tylko to, co widać przez kratę:
Odbudowany po wojnie kościół podobno niewiele przypomina neogotycko-romański oryginał z XIX wieku.
Z ciekawostek - tuż obok znajduje się kaplica św. Barbary.
Kaplica ta jest jedyna pozostałością po Cmentarzu Świętokrzyskim, który istniał tu od 1781 przez ponad 80 lat. "Świętokrzyski" - bo założony przez ojców misjonarzy z Kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Był to prekursor warszawskich szpitali "polowych", poza granicami miasta.
Spacer kontynuowałam ulicą Emilii Plater i dalej, do Metra Politechnika.
Korzystam jak zwykle ze Spacerownika Wyborczej. A także:
- kamienica Dawidsohna i Kadyśkiego http://www.klimatwarszawy.pl/srodmiescie-poludniowe/kamienica-jana-dawidsohna-i-hackela-kadynskiego
- Kamienca Hoserów http://www.klimatwarszawy.pl/srodmiescie-poludniowe/kamienica-hoserow-fotoplastykon-warszawski ; http://www.warszawa1939.pl/index.php?r1=jerozolimskie_hoser&r3=0
- Cmentarz Świętokrzyski http://cmentarium.sowa.website.pl/Cmentarze/CmWZ_43.html
wtorek, 15 maja 2012
Park Traugutta
Mimo że Dworzec Gdański od dawien dawna jest ważnym punktem komunikacyjnym na mojej mapie Warszawy, to prawie wcale nie spaceruję w jego okolicach. Postanowiłam więc w końcu nadrobić to wieloletnie zaniedbanie, a jednocześnie niejako uzupełnić niedawny spacer po stokach Cytadeli.
Udałam się więc do Parku Traugutta, gdzie bez problemów udało mi się odnaleźć secesyjną rzeźbę Macierzyństwo.
Powstała w 1902 z rąk Wacława Szymanowskiego , którego znamy (jeśli w ogóle znamy) głównie jako autora łazienkowskiego pomnika Chopina. Macierzyństwo stanęło w Parku Traugutta w 1926.
Cóż za pasja w tym macierzyństwie...
Po przejściu przez ulicę Zakroczymską podeszłam do domniemanego miejsca egzekucji Romualda Traugutta.
Krzyż upamiętniający to wydarzenie ustawiono po tym jak w 1916 znaleziono tu pięć czaszek, które uznano za szczątki przywódców Powstania Styczniowego i tu je pochowano. W okresie międzywojennym było to miejsce uroczystości państwowych, co widać na takim zdjęciu: http://www.stalus.iq.pl/show.php/idc/86/ida/361/idk/978/idkp/1
Parę kroków dalej - Fort Legionów. W ostatnich latach był tam podobno pub, lub restauracja. Wczoraj widziałam rusztowania remontowe, ale czy coś w środku się dzieje - nie wiem, nie wygląda.
Mimo wszystko dość nieswojo czułam się spacerując samotnie w tym raczej wyludnionym (fakt, godzina była wczesna) parku na uboczu, więc z przyjemnością podążyłam Zakroczymską przez Nowe Miasto i na Plac Krasińskich.
Na dziś tyle. A tymczasem do poczytania:
Udałam się więc do Parku Traugutta, gdzie bez problemów udało mi się odnaleźć secesyjną rzeźbę Macierzyństwo.
Powstała w 1902 z rąk Wacława Szymanowskiego , którego znamy (jeśli w ogóle znamy) głównie jako autora łazienkowskiego pomnika Chopina. Macierzyństwo stanęło w Parku Traugutta w 1926.
Cóż za pasja w tym macierzyństwie...
Parę kroków dalej - Fort Legionów. W ostatnich latach był tam podobno pub, lub restauracja. Wczoraj widziałam rusztowania remontowe, ale czy coś w środku się dzieje - nie wiem, nie wygląda.
Mimo wszystko dość nieswojo czułam się spacerując samotnie w tym raczej wyludnionym (fakt, godzina była wczesna) parku na uboczu, więc z przyjemnością podążyłam Zakroczymską przez Nowe Miasto i na Plac Krasińskich.
Na dziś tyle. A tymczasem do poczytania:
- O Macierzyństwie http://eela1.blox.pl/2006/05/Rzezba-z-parku-Traugutta.html
- O szubienicach i stokach Cytadeli: http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/257088,651969_Czas-szubienic.html
- O fortyfikacjach warszawskich: http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/569189.html?print=tak
- Zdjęcia Fortu Legionów: http://warszawamoimoczkiem.blogspot.com/2008/11/fort-legionw.html
niedziela, 6 maja 2012
Majówka na Pradze
W gorący dzień trzeciego maja zorganizowałam znajomym spacer po Pradze.
Treść wycieczki dość typowa jak na tę część miasta: szlakiem trzech wyznań. Zajęła dużo więcej czasu niż się spodziewałam, co z jednej strony było spowodowane przyjacielskim składem, który nieuchronnie prowadził do dygresji; a z drugiej strony przeskakiwaniem z języka ojczystego na obcy ze względu na obecną wśród nas Japonkę.
Ostatecznie nie zdołałam opowiedzieć wszystkiego, co planowałam. Skupmy się na tym, co się udało.
Pod cerkwią wstęp historyczny o Pradze, a następnie o samej świątyni.
Nie udało nam się wejść wtedy do środka, ale kiedy wróciliśmy po całym spacerze, świątynia była otwarta. Cieszę się, bo rzadko trafiam na otwarte podwoje, a wnętrze takie piękne.
Parę kroków dalej - krzyż upamiętniający rzeź Pragi.
Katedra pod wezwaniem św Floriana i Michała Archanioła.
Spacer w stronę Komory Wodnej. Rzut oka na drugi brzeg,
i stwierdzenie, że niestety bateria w aparacie dziś już mi nie posłuży.
Przy Komorze Wodnej krótka historia mostów warszawskich do czasów Mostu Kierbedzia.
Przystanek w cieniu przy Kapeli Praskiej. Jak zwykle, sms okazał się zmarnowany i nie usłyszałyśmy "Autobusu czerwonego".
Omówienie tego, czego już tu nie ma, czyli synagogi, oraz tego co się ostało, czyli Żydowskiego Domu Wychowawczego oraz budynku byłej mykwy.
Na skrzyżowaniu z Targową - informacje o przyszłym Muzeum Pragi oraz kilka słów żalu za warszawską secesją - niemal nieistniejącą na lewym brzegu, a i tu dość zaniedbaną (choć jestem pełna nadziei na poprawę tej sytuacji).
Spacer po Ząbkowskiej, głównie do Konesera i w końcu odpoczynek w Oparach Absurdu (który praktycznie uratowałam od pożaru...)
To był mój debiut i planuję organizować kolejne takie kameralne spotkania, by na moich króliczkach ćwiczyć układanie myśli w słyszalne słowa.
Treść wycieczki dość typowa jak na tę część miasta: szlakiem trzech wyznań. Zajęła dużo więcej czasu niż się spodziewałam, co z jednej strony było spowodowane przyjacielskim składem, który nieuchronnie prowadził do dygresji; a z drugiej strony przeskakiwaniem z języka ojczystego na obcy ze względu na obecną wśród nas Japonkę.
Ostatecznie nie zdołałam opowiedzieć wszystkiego, co planowałam. Skupmy się na tym, co się udało.
Pod cerkwią wstęp historyczny o Pradze, a następnie o samej świątyni.
Nie udało nam się wejść wtedy do środka, ale kiedy wróciliśmy po całym spacerze, świątynia była otwarta. Cieszę się, bo rzadko trafiam na otwarte podwoje, a wnętrze takie piękne.
Parę kroków dalej - krzyż upamiętniający rzeź Pragi.
Katedra pod wezwaniem św Floriana i Michała Archanioła.
Spacer w stronę Komory Wodnej. Rzut oka na drugi brzeg,
i stwierdzenie, że niestety bateria w aparacie dziś już mi nie posłuży.
Przy Komorze Wodnej krótka historia mostów warszawskich do czasów Mostu Kierbedzia.
Przystanek w cieniu przy Kapeli Praskiej. Jak zwykle, sms okazał się zmarnowany i nie usłyszałyśmy "Autobusu czerwonego".
Omówienie tego, czego już tu nie ma, czyli synagogi, oraz tego co się ostało, czyli Żydowskiego Domu Wychowawczego oraz budynku byłej mykwy.
Na skrzyżowaniu z Targową - informacje o przyszłym Muzeum Pragi oraz kilka słów żalu za warszawską secesją - niemal nieistniejącą na lewym brzegu, a i tu dość zaniedbaną (choć jestem pełna nadziei na poprawę tej sytuacji).
Spacer po Ząbkowskiej, głównie do Konesera i w końcu odpoczynek w Oparach Absurdu (który praktycznie uratowałam od pożaru...)
To był mój debiut i planuję organizować kolejne takie kameralne spotkania, by na moich króliczkach ćwiczyć układanie myśli w słyszalne słowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)