piątek, 1 czerwca 2012

Rejsy po Wiśle

Dwa razy wybrałam się na rejsy organizowane przez We Love Warsaw.
Jeden odbył się we wrześniu zeszłego roku, drugi zaś na początku maja, wieczorową porą.
Każdemu towarzyszył komentarz przewodnika - i nawet zdublowała się tylko c z ę ś ć  usłyszanych informacji. Tylko na drugiej wycieczce byłam nieco rozczarowana, bo opis rejsu mówił o "ciekawostkach szemranej Warszawy", a tego akurat nie było aż tak dużo.
Ale ogólnie za każdym razem jestem zadowolona z wycieczek tej organizacji.

W tym roku chciałabym jeszcze przepłynąć z Warszawy do Serocka, gdzie podobno znajduje się interesujący kościół.

W tym miejscu następuje dokumentacja fotograficzna.


Pomnik Sapera od drugiej strony rzeki.


Syrenka uwięziona;-)


 Jeden z ulubionych mostów nowożeńców.










Moje nocne zdjęcia to niestety nie jest szczyt sztuki fotograficznej - lepiej zajrzeć na fejsbukową stronę We Love Warsaw .





niedziela, 27 maja 2012

Kamienice w Śródmieściu

Kolejny poranny spacer - tym razem Śródmieście.
Mmmm... big city!

Jednak głowę zwracam w drugą stronę alei Jerozolimskich, w stronę budynków nie połyskujących w słońcu, z  których większość nie olśniewa aż tak nowością i świeżością...
Ale olśniewa. Czasem tylko trzeba się dopatrzeć tych ujmujących szczegółów i zmrużyć oczy, żeby pominąć zaniedbanie lub brud...

 Tuż nad Metrem Centrum - Hotel Polonia. Tutaj szczegół od strony Poznańskiej.

Do budynku hotelu uśmiecha się szczęście: po wojnie uniknął zniszczeń, zaś dość niedawno jego fasada doczekała się remontu.

Tuż obok, na rogu Poznańskiej - kamienica Rakmana.
 Płachta bez reklam, więc może faktycznie pod spodem dzieje się remont? tak by wskazywały elementy u szczytu, które, jeśli dobrze widzę z dołu, rozjaśniały i odmłodniały.

Cieszy to bardzo, bo kamienica ta, wybudowana w latach 1905-06, należy do nielicznych przykładów warszawskiej secesji.
Spójrzmy na te kwiaty i długie łodygi!
 Spójrzmy na wijące się kształty nad bramą i urocze twarzyczki witające nad drzwiami!


Tak zazdrościłam Rydze jej secesyjnych kamienic! Pomijając jednak zniszczenia wojenne i komunistyczne, które uniemożliwiają nam w Warszawie cieszenie się stuletnimi kamienicami, to jednak trzeba zwyczajnie zadbać o to, co jednak ocalało. To nie jest naszą mocną stroną. Spacerując deptakiem od metra do Centralnego zawsze z żalem patrzę na te kamienice wzdłuż Alei, widząc w nich intrygujące kształty, które tylko trzeba wydobyć spod brudu i reklam. Może jestem zbytnią optymistystką, ale jednak wierzę, że kwestia najbliższych kilku lat.


Kolejna kamienica to numer 49, kamienica Dawidsohna i Kadyńskiego z 1913.

 Fasada o wczesnomodernistycznych detalach; brama za złoceniami:





Kolejna brama, w której się zagłębiam, jest mi dość dobrze znana.
Po pierwsze, to tu w głębi znajdziemy warszawski Fotoplastikon, ponoć jeden z ostatnich na świecie. Po drugie, na górze ma swoje biuro PTTK, gdzie dwa lata temu uczęszczałam na kurs przewodników miejskich. Miło wspominam te klatki schodowe i kwieciste zdobienia ram drzwi.

Secesyjno-roślinne dekoracje komponowały się znakomicie z branżą właścicieli kamienicy, rodziny Hoserów. Fryz nad bramą jest już świadomym nawiązaniem do Zakładu Ogrodniczego Bracia Hoser.
To kolejna fasada domagająca się oczyszczenia.




Powrót do przyszłości: widok z Pankiewicza:
Zawracam i skręcam w Poznańską.











Na rogu Nowogrodzkiej: gmach Telegrafu i Telefonów z fantastycznym godłem:


Klucząc, dochodzę do kościoła św. Piotra i Pawła.



 Z wnętrza mogę zobaczyć tylko to, co widać przez kratę:
 Odbudowany po wojnie kościół podobno niewiele przypomina neogotycko-romański oryginał z XIX wieku.
Z ciekawostek - tuż obok znajduje się kaplica św. Barbary.
Kaplica ta jest jedyna pozostałością po Cmentarzu Świętokrzyskim, który istniał tu od 1781 przez ponad 80 lat. "Świętokrzyski" - bo założony przez ojców misjonarzy z Kościoła św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Był to prekursor warszawskich szpitali "polowych",  poza granicami miasta.


Spacer kontynuowałam ulicą Emilii Plater i dalej, do Metra Politechnika.


 Korzystam jak zwykle ze Spacerownika Wyborczej. A także:



wtorek, 15 maja 2012

Park Traugutta

Mimo że Dworzec Gdański od dawien dawna jest ważnym punktem komunikacyjnym na mojej mapie Warszawy, to prawie wcale nie spaceruję w jego okolicach. Postanowiłam więc w końcu nadrobić to wieloletnie zaniedbanie, a jednocześnie niejako uzupełnić niedawny spacer po stokach Cytadeli.

Udałam się więc do Parku Traugutta, gdzie bez problemów udało mi się odnaleźć secesyjną rzeźbę Macierzyństwo.
Powstała w 1902 z rąk Wacława Szymanowskiego , którego znamy (jeśli w ogóle znamy) głównie jako autora łazienkowskiego pomnika Chopina. Macierzyństwo stanęło w Parku Traugutta w 1926.

Cóż za pasja w tym macierzyństwie...



Po przejściu przez ulicę Zakroczymską podeszłam do domniemanego miejsca egzekucji Romualda Traugutta.




Krzyż upamiętniający to wydarzenie ustawiono po tym jak w 1916 znaleziono tu pięć czaszek, które uznano za szczątki przywódców Powstania Styczniowego i tu je pochowano. W okresie międzywojennym było to miejsce uroczystości państwowych, co widać na takim zdjęciu: http://www.stalus.iq.pl/show.php/idc/86/ida/361/idk/978/idkp/1

Parę kroków dalej - Fort Legionów. W ostatnich latach był tam podobno pub, lub restauracja. Wczoraj widziałam rusztowania remontowe, ale czy coś w środku się dzieje - nie wiem, nie wygląda.

Mimo wszystko dość nieswojo czułam się spacerując samotnie w tym raczej wyludnionym (fakt, godzina była wczesna) parku na uboczu, więc z przyjemnością podążyłam Zakroczymską przez Nowe Miasto i na Plac Krasińskich.



Na dziś tyle. A tymczasem do poczytania:


niedziela, 6 maja 2012

Majówka na Pradze

W gorący dzień trzeciego maja zorganizowałam znajomym spacer po Pradze.
 Treść wycieczki dość typowa jak na tę część miasta: szlakiem trzech wyznań. Zajęła dużo więcej czasu niż się spodziewałam, co z jednej strony było spowodowane przyjacielskim składem, który nieuchronnie prowadził do dygresji; a z drugiej  strony przeskakiwaniem z języka ojczystego na obcy ze względu na obecną wśród nas Japonkę.
Ostatecznie nie zdołałam opowiedzieć wszystkiego, co planowałam. Skupmy się na tym, co się udało.

Pod cerkwią wstęp historyczny o Pradze, a następnie o samej świątyni.



Nie udało nam się wejść wtedy do środka, ale kiedy wróciliśmy po całym spacerze, świątynia była otwarta. Cieszę się, bo rzadko trafiam na otwarte podwoje, a wnętrze takie piękne.




Parę kroków dalej - krzyż upamiętniający rzeź Pragi.

Katedra pod wezwaniem św Floriana i Michała Archanioła.



Spacer w stronę Komory Wodnej. Rzut oka na drugi brzeg,
i stwierdzenie, że niestety bateria w aparacie dziś już mi nie posłuży.
Przy Komorze Wodnej krótka historia mostów warszawskich do czasów Mostu Kierbedzia.

Przystanek w cieniu przy Kapeli Praskiej. Jak zwykle, sms okazał się zmarnowany i nie usłyszałyśmy "Autobusu czerwonego".
Omówienie tego, czego już tu nie ma, czyli synagogi, oraz tego co się ostało, czyli Żydowskiego Domu Wychowawczego oraz budynku byłej mykwy.

Na skrzyżowaniu z Targową - informacje o przyszłym Muzeum Pragi oraz kilka słów żalu za warszawską secesją - niemal nieistniejącą na lewym brzegu, a i tu dość zaniedbaną (choć jestem pełna nadziei na poprawę tej sytuacji).
Spacer po Ząbkowskiej, głównie do Konesera i w końcu odpoczynek w Oparach Absurdu (który praktycznie uratowałam od pożaru...)

To był mój debiut i planuję organizować kolejne takie kameralne spotkania, by na moich króliczkach ćwiczyć układanie myśli w słyszalne słowa.