wtorek, 1 stycznia 2019

Muzeum Polskiej Wódki

Kiedy ostatnim razem byłam na terenie Konesera, urzędował tam jeszcze Sen Pszczoły...
Tymczasem w trakcie kolejnych odwiedzin "po latach", mogłam w końcu odwiedzić nowe miejsce na turystycznej mapie Warszawy. Wyszłam zachwycona. Myślę, że szanse są spore, że moje pozytywne wrażenia nie będą odosobnione. A oto dlaczego.

Kiedy moi cudzoziemscy rozmówcy słyszą skąd jestem, częstą reakcją jest "aach! Polska! wódka!". Nie zawsze jestem pewna, czy skojarzenie to jest pozytywne... Tymczasem muzeum postanowiło przekuć je na skojarzenie w zupełności pozytywne.

 Przechodząc przez wystawę goście dowiadują się m.in.:
  • skąd wzięła się nazwa,
  • z jakich produktów musi być produkowana wódka, by mogła zasłużyć na miano "polskiej wódki",
  • gdzie koncentrował się przemysł na ziemiach polski przed, w trakcie i po zaborach,
  • jaki wpływ na nasz organizm ma spożycie alkoholu,
  • jakie toasty wznosi się w Polsce...






 Oprócz zapoznania się z historią trunku czy losem przemysłu wódczanego na polskiej ziemi, zobaczymy takie eksponaty jak maszyny które brały udział w procesie produkcji, czy podziwiamy kolekcję butelki i etykiet z ostatnich kilku dziesięcioleci.

Sama wystawa zorganizowana jest w sposób zrównoważony jeśli chodzi o połączenie multimediów i eksponatów materialnych. Po ekspozycji oprowadza nas przewodnik, który serwuje sporą dawkę historii.

Na koniec można dokonać degustacji trzech rodzajów wódek (degustacja podstawowa wliczona jest w bilet)
Nigdy nie byłam fanką wódki, tymczasem przekonałam się, że faktycznie wódki mają smak!


Bilet kosztuje 40 zł, co jak na polskie warunki wydaje się być wysoką ceną, ale po wizycie stwierdzam, że dostaję za to wystarczająco dużo atrakcji by nie uznać jej za wygórowaną.

Przechodząc od szczegółowego do ogólnego...
Osobną atrakcją jest fakt, że muzeum znajduje się w dawnej fabryce wódki. Kompleks budynków powstał w końcu XIX wieku i należał do Warszawskiej Wytwórni Wódek "Koneser", firmy, która produkowała między innymi Luksusową, Wyborową, Żytniówkę...



Mimo że Muzeum zostało ulokowane w dawnym budynku rektyfikacji, architektura poprzemysłowa nie jest tu aż tak tu widoczna. Więcej wyeksponowanych elementów znajdziemy w sąsiedniej restauracji Zoni.




Obecnie  dawna fabryka i jej otoczenie staje się kompleksem kulturalno-biurowym.
Na chwilę obecną jest to ciągle plac budowy. Mimo niedawnego otwarcia muzeum, sklepiku Wedla czy restauracji, spora część jest  jeszcze w trakcie roz- i przebudowy.
Jako fanka Łodzi i rewitalizacji kompleksów poprzemysłowych jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała skończona całość oraz jak będą współgrać ze sobą elementy z różnych sfer ...



Ząbkowska i okolice od dawna już potrafią przyciągnąć zarówno turystów jak i mieszkańców Warszawy. Muzeum Wódki dodaje swoje grosze, które na pewno będą dalej działały na plus.

wtorek, 2 października 2018

Lajkonik

W pewnej sieciowej kawiarni na rogu Placu Trzech Krzyży można podziwiać nietypową dekorację ścian: freski przedstawiające w sposób humorystyczny dawnych bywalców tego miejsca, literatów oraz dziennikarzy powojennej Warszawy.


 "W Warszawie zwano tę kawiarnię "Lajkonikiem", aczkolwiek nosiła ona oficjalnie jakąś inną, dość pompatyczną nazwę, której nikt nie znał. Cechująca ją niewygoda sprawiała, iż wszyscy czuli się w niej znakomicie i przytulnie, zaś jej ostentacyjna brzydota czyniła z niej ulubione miejsce spotkań warszawskich malarzy, grafików, architektów, czyli ludzi zajmujących się zawodowo i na co dzień pięknem."
Tak to miejsce przedstawia Tyrmand w "Złym" przy okazji spotkania Meteora z Yussufem i Lową.

 Oficjalna nazwa jest jednak znana: "Krakowianka", choć faktycznie w historii zapisała się jako Lajkonik.
 Kiedy rozejrzymy się po ścianach, dostrzeżemy powtarzający się motyw konia i okrzyku "lej konik!"

Kilka kroków stąd znajdowała się siedziba redakcji Szpilek. Nic dziwnego, że łatwo im był tutaj trafić.
Na wyimaginowanym balkonie sportretowani zostali bywalcy Lajkonika, m.in. Antoni Słonimski, Stanisław Lorentz, Romuald Gutt...


Freski były dziełem gości parających się sztuką plastyczną, m.in. Zbigniewa Lengrena czy Eryka Lipińskiego. Oprócz portretów i karykatur, odnaleźć można też scenki rodzajowe i humorystyczne.


Nie wiem, kiedy Lajkonik upadł. W jego miejsce otworzono restaurację, sklep z odzieżą... Jednak żaden z najemców nie uważał malunków za godnych uwagi i zachowania. Przez dziesięciolecia były zamalowane.

Aż do 2012, kiedy wprowadziła się tutaj kawowa sieciówka. Kto by pomyślał, że międzynarodowy koncern, z założenia dążący do ujednolicenia wizerunku, postanowi zainwestować w odnowę czegoś tak szczególnego. Brawa.

Informacje o tym miejscu także na nieocenionej sztuka.net. 

sobota, 1 września 2018

Panorama z Włoch

Nowe biuro, nowy widok na centrum.
Salomea, Włochy. Postawione obok siebie, te dwie nazwy uwypuklają nawzajem swoją egzotyczność :-)

piątek, 31 sierpnia 2018

koniec lata

Fotka cyknięta z mostu średnicowego, gdzieś w środku lipca. Pociąg akurat zaczął zażywać nieprzewidziany odpoczynek.

Ogólnie jestem mało rozrywkowa i rzadko spędzam wieczory na mieście, ale gdyby było inaczej, to bulwary mogłyby być moim ulubionym miejscem. Na zdjęciu akurat fragment mniej reprezentacyjny, w związku z czym nie oblegany bardzo tłumnie, ale i tak: woda, widok na zieleń, zieleń nad głową, mosty...

Jestem fanką nowo zaaranżowanej części bulwarów, naprawdę dobry kawał roboty. Jest różnorodnie, w paru miejscach kilka poziomów chodnika, ławki i inne elementy małej architektury, place zabaw dla dzieci, bary i restauracje, tablice informacyjne...
... no i tylko ci ludzie, ech, po co tylu ludzi! 😅

Tymczasem ostatni dzień sierpnia. Może jeszcze zdążę przejść się nad Wisłą tego lata.

piątek, 4 listopada 2016

źródełko w Łazienkach

W parku łazienkowskim istnieją dwa ujęcia źródeł, zdobne oprawą architektoniczną. Jedno z nich znajduje się tuż obok ulicy Agrykoli.
Zostało zaprojektowane przez jednego z architektów królewskich, Kamsetzera i stanęło tu w 1785 roku, o czym mówi napis na postumencie. W tamtym momencie ogrodzenie jeszcze nie istniało, a park/ogród ciągnął się jeszcze dalej na północ.

Ujęcie zwieńczone jest amforą oplecioną przez węże, a woda wydobywa się z pyska lwa.
Tak, tak - cała Warszawa pełna była źródełek, rzeczek, strumieni... Sieć wodna ciągnęła się z Łazienek na południe aż po Królikarnię (gdzie właściwie znajdowało się źródło zasilające stawy w ogrodzie królewskim).

...pełna była - i ciągle jest! choć wiele z tej wodnej sieci skryte zostało pod ziemią. Ale gdzieś tam pulsują... i czasem przypominają o sobie w trakcie budowy metra ;-)

środa, 2 listopada 2016

Łazienki jesienią

Piękna kolorowa jesień już przemija, ale pochylmy się raz jeszcze nad jej najpiękniejszym przejawem - czyli w Łazienkach Królewskich:

W październiku miałam przyjemność uczestnictwa w szkoleniu przewodnickim, a tym samym zaglądania w zazwyczaj niedostępne kąty, słuchania pracowników muzeum, ludzi mądrych i uczestniczących w przemianach Łazienek...
Bo Łazienki pięknieją, czyż nie? zdecydowanie zmieniają się na lepsze, stają się coraz bardziej przyjazne zwiedzającym, coraz bardziej przyciągają.

O czym można się przekonać teraz w listopadzie, kiedy podwoje rezydencji królewskich są otwarte, a wejście darmowe.
(...Choć kiedy przypomnę sobie listopadową kolejkę do Zamku kilka lat temu, to bardziej zachęcam do wspierania rezydencji finansowo i odwiedzania ich w pozostałe miesiące ^_~)