sobota, 4 kwietnia 2020

kamień w Parku Świętokrzyskim

Wiele głazów narzutowych zdobi warszawskie parki. Ten w Parku Świętokrzyskim wyróżnia jednak ślad po tablicy... Dlaczego jej brak? Odpadła? Skradziona?... Jakie było jej znaczenie?
Kamień ten upamiętnia kamienicę, w której w grudniu 1918 odbył się zjazd dwóch ugrupowań, Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy oraz PPS-Lewicy, które zjednoczyły się powołując do życia Komunistyczną Partię Robotniczą Polski. Już w 1919 Partia została zdelegalizowana ze względu na wojnę z ze Związkiem Sowieckim. Jej działalność pozostała nielegalna przez całe międzywojnie, aż do jej rozwiązania przez Komintern w 1938.
W dwudziestoleciu międzywojennym kamienica (adres przedwojenny ul Zielna 25) służyła różnym celom: znajdował się w niej Dom Handlowca, a od 1929 swoje biura miało tu Polski Radio. Wojnę przetrwała, a na jej ścianie wbudowano tablicę upamiętniającą, z całej jej historii, właśnie zjazd założycielski KPRP, co oczywiście nie dziwi... Wkrótce jednak cały kwartał kamienic został wyburzony pod budowę „daru zaprzyjaźnionego ludu radzieckiego”, który stoi do dziś. Żeby pamięć o początkach komunizmu w Polsce nie zniknęła, w nowo-założonym parku ustawiono kamień. Tablica ponoć wytrwała do początku XXI wieku i jak można się domyślać, raczej sama nie odpadła... co oczywiście nie dziwi.
Zdjęcie zrobiłam w pierwszej połowie minionej dekady, kiedy, jak widać, tablicy już nie było. Jak w takim razie zapamiętałam znaczenie kamienia? Czy była tam dodatkowa informacja? W internetach nie tak łatwo o bardziej szczegółowe informacje dotyczące kamienia, a w moim bedekerach także nie mogę się doszukać wzmianki o tym upamiętnieniu. 
Kiedy znów będzie można wychodzić, zweryfikuję obecny stan tego miejsca.

środa, 1 kwietnia 2020

gołębie na Piwnej



Tuż po wojnie do ruin kamienicy przy ul. Piwnej sprowadziła się starsza kobieta, Kazimiera Majchrzak. Mieszkała tu już przed wojną, aż do czasu Powstania. Wróciła, jak tylko mogła. Czule zajmowała się gołębiami – i tak ją zapamiętano, tak też przedstawiało ją wiele powojennych fotografii (np. tu i tu). 

Zmarła w 1947.Na jej pamiątkę portal odbudowanej kamienicy został zwieńczony rzeźbą Haliny Kosmólskiej-Szulc.

Ulica Piwna skrywa sporo takich smaczków. Dlatego wolę ją od bardziej uczęszczanej Świętojańskiej.

sobota, 14 marca 2020

Widok z Kopca Powstania Warszawskiego.

Marzec 2019.  Widoczność lepsza niż w lipcu 2012 ;)

Ulrychów

Kiedy jadę Górczewską w okolicy CH Wola Park, moją uwagę przyciąga drewniany domek, która swoim wiejsko-sielskim wyglądem wyróżnia się wśród miejskiej zabudowy. Znajduje się w nim restauracja Soplicowo, w stylu dworkowo-biesiadnym.

Jednak prawdziwe skarby kryją się parędziesiąt metrów dalej, ukryte z perspektywy autobusu. Wzdłuż ulicy, przed galerią Wola Park, znajduje się fragment zieleni. Są to pozostałości po ogrodzie spacerowo-pokazowym przy zakładach ogrodniczych „C. Ulrich”, które rozciągały się tu od czwartej ćwierci XIX wieku. Po zanurzeniu się w ten niewielki park, natrafimy na na popiersie stojące na cokole. To Krystian Ulrich, dzięki któremu ogrody w ogóle się tu znalazły.

Ale od początku!
Dzięki związkom z Dreznem Warszawa przyciągała wielu Niemców, którzy osiedlali się tu, mniej lub bardziej związani z dworem królewskim. Trend ten utrzymywał się w mniejszym stopniu także za polskiego króla. Przybysze znajdowali tu pracę, zakładali rodziny, spolszczali się...
Tak właśnie do Warszawy trafiła rodzina Ulrichów. Ojciec Krystiana (Christiana), Jan Bogumił Traugott przybył do Warszawy, by dołączyć do swego wuja Jana Krystiana Mencke jako ogrodnik Ogrodu Saskiego. W 1805 zakupił parcele przy ulicy Ceglanej (obecnie Pereca) i tam założył zakłady ogrodnicze, w których hodował drzewa, krzewy, rośliny i owoce egzotyczne. Był to pierwszy ogród handlowy i cieszył się powodzeniem wśród najbardziej majętnej klienteli, zarówno warszawskiej jak i zagranicznej. Interesy szły więc dobrze, syn Krystian Jan zdobywał wiedzę i zdolności praktyczne w szkołach całej Europy, a miasto zagęszczało się wokół Ceglanej... To już Krystian, przejąwszy biznes ojca, zdecydował o nabyciu działek za miastem. W ten sposób ogrodniczy interes przeniósł się do wsi Górce – i tak my trafiamy do punktu wyjścia, czyli na ulicę Górczewską (etymologia nazwy jest już jasna).

Ulrichowie założyli tu szklarnie, ogrody, szkółki roślin... Staraniem Krystian obok zakładów znalazła się też szkoła ogrodnicza. Była ponoć na bardzo dobrym poziomie, kształciła nie tylko do zawodu, jej curriculum obejmowało przedmioty ogólnokształcące.
Krystian zmarł w 1881, stery gospodarstwa przejął jego syn Gustaw. To on założył ogród spacerowo-pokazowy, którego celem było promowanie sąsiadujących zakładów ogrodniczych. Ogród sprzed 1885 zaprojektowano w stylu angielskim. W uznaniu zasług swojego ojca Gustaw ufundował jego popiersie, które stanęło w ogrodzie, tak jak je widzimy dziś. Nie jest pewien twórca tej rzeźby, ale wiele wskazuje na autorstwo Andrzeja Pruszyńskiego, wziętego warszawskiego rzeźbiarza. 
Gospodarstwo i jego okolice warszawiacy zaczęli nazywać Ulrychowem, a nazwa przetrwała na mapach Warszawy – od teraz uwieczniona jako nazwa stacji metra.


Zakłady działały przez kolejnych kilkadziesiąt lat. W czasie wojny, oddalone od centrum i od głównej sceny działań wojennych, ucierpiały niewiele. Zasadnicze zmiany przyszły w 1958, kiedy zmarła Krystyna Machlejdowa – córka Gustawa i ostatnia właścicielka zakładów. Wtedy przeszły na własność państwa jako Stacja Hodowli Roślin Ogrodniczych PAN. To już nie było to samo, co ogrody Ulrichów, jednak co ostatecznie dobiło gospodarstwo to transformacja kapitalistyczna. Z ogrodów niewiele zostało, a na ich terenie postanowiono wybudować centrum handlowe. W tym momencie, w 2003, resztkami majątku Ulrichów i popiersiem ciągle stojącym w zaniedbanym parku, zainteresowali się pracownicy Muzeum Woli (dzięki sugestii potomka rodu). Dzięki ich staraniom popiersie zostało odnowione i przeniesione do Muzeum. Natomiast Wola Park zrewitalizowało ogród pokazowy, w którym stanęła kopia popiersia, ufundowana przez Mennicę Warszawską.


Popiersie i mini-park to nie jedyne pamiątki dawnych czasów. Także drewniany przyuliczny domek, który pierwszy zwrócił moją uwagę. A jeśli rozejrzymy się, znajdziemy też pałacyk z początku XX wieku oraz resztki szklarni.
 Szczególnie szklarnie przedstawiają opłakany widok. Na zdjęciach stan z 2014 roku. Jak to wygląda teraz? Może budowa metra da impuls do kolejnej rewitalizacji?


P.S. Z materialnych pozostałości po świetności domu Ulrichów – na warszawskich cmentarzu ewangelicko-augsburskim znajdziemy też grób rodzinny. Dekoracje grobu mówią same za siebie.



Do poczytania:

piątek, 6 marca 2020

Galeria Ukraińska - murale

Pod wiaduktem, po przeciwnej stronie ulicy Słomińskiego od galerii Witamy w domu powstała galeria celebrująca kulturę naszych wschodnich sąsiadów. Te dwie prace spodobały mi się najbardziej:

Tak samo jak "Witamy w domu", tak i ta galeria powstała dzięki zaangażowaniu fundacji Klamra oraz Zarządowi Dróg Miejskich, a trzecim partnerem tym razem była Fundacja Ukraińskie Centrum Informacyjne. Impulsem do podjęcia tego projektu było 27-lecie niepodległości Ukrainy (2018).




poniedziałek, 2 marca 2020

"Witamy w domu" - murale

Pod wiaduktem na Żoliborz kolorowo. To galeria murali zatytułowana „Witamy w domu”. Przedstawia osoby, które opuściły Polskę w 1968 na ówczesnej fali antysemityzmu. 


Miejsce tego przedstawienia nieprzypadkowe – pobliski budynek Dworca Gdańskiego był świadkiem wielu takich wyjazdów (o czym świadczy tablica).
Wśród portretów w galerii znajdziemy Zygmunta Baumana, Jerzego Limpana, czy Alinę Margolis-Edelman... Jeśli nie wszystkie nazwiska mamy w pamięci podręcznej, warto poszperać :)

Galeria powstała w 2018 z inicjatywy fundacji Klamra i Muzeum Polin, ze wsparciem Zarządu Dróg Miejskich, jako projekt towarzyszący ówczesnej wystawie w Polin.

sobota, 29 lutego 2020

pierwsze upamiętnienie Powstania

Koło przystanku autobusowego Centrum pod Novotelem znajduje się krzyż upamiętniający egzekucję Polaków z dnia 28 stycznia 1944. Zginęło tu rozstrzelanych 102 Polaków.
Ten motyw krzyża znamy bardzo dobrze – znajdujemy go w całej Warszawie. Autorem tej formy jest Karol Tchorek. Takie krzyże od 1949 upamiętniają miejsc kaźni w dziesiątkach miejsc w Warszawie.
To, co wyróżnia to upamiętnienie to fakt, że znajduje się na pozostałościach po dawnej kamienicy. Drugim ciekawym elementem jest płaskorzeźba z napisem „Jezu ratuj bo giniemy”. 
Przedstawia Jezusa na krzyżu, który kuli się z rozpaczy nad ginącym miastem. Z dymów i zgliszcz wyłaniają się ręce złączone w modlitwie, błagające o pomoc. Z krzyża wyrastają – nie promienie chwały, a skrzydła orła białego, który ukrzyżowany jest razem z Chrystusem.
Płaskorzeźba ta jest uważana za pierwsze upamiętnienie Powstania Warszawskiego. Powstała jeszcze we wrześniu 1944, kiedy trwały ciągle walki. Autorem był Jana Małeta.

Odsłonięto ją w 1946 na murze spalonej kamienicy. jednak na przełomie 1948/49 została zdemontowana „przez nieznanych sprawców”, z prawdopodobnie inicjatywy władz komunistycznych.
Odtworzona, wróciła w to miejsce w 2011, z inicjatywy wnuka rzeźbiarza, Piotra Turskiego.

Nieco więcej informacji o Janie Małecie i przykłady jego dzieł znalazł autor tego bloga.