wtorek, 2 kwietnia 2019

Kamienica Gustawa Pala

Tak się składa, że sporadycznie jestem kocią nianią. Odwiedzając koty zwiedzam Warszawę. Z tej okazji w wakacje tydzień spędziłam w modernistycznej kamienicy przy Alejach Jerozolimskich.

Oszczędne kształty tworzące grę światła i cienia na fasadzie oraz elewacja obłożona piaskowcem sugerują okres przedwojenny jako czas powstania (1937-38).
W holach jest jeszcze bardziej elegancko, witają nas marmury i oświetlenie w stylu art deco.

Zwracają też uwagę elementy metalowe, kute bramy, kraty do kaloryferów, poręcze...

W korytarzach geometryczne posadzki.

Do części frontowej przylegają trzy oficyny. Jak przystało na lata trzydzieste, podwórze jest otwarte i dość jasne.
Kryje się na nim dziki zwierz... oraz Maryjka z nieproporcjonalnie małymi dłońmi...
Kamienica została zaprojektowana przez Józefa Gerbalda i Romana Sigalina dla Gustawa Pala, przedsiębiorcy i właściciela Fabryki Przetworów Chemicznych F.A. Pal "Dobrolin".
Więcej o rodzinie Palów oraz o zakładach można przeczytać na przykład tutaj.

Na elewacji znajdziemy też informację, że w domu tym mieszkała Ida Kamińska, wybitna aktorka teatru żydowskiego. Było to jej ostatnie warszawskie i polskie mieszkanie przed emigracją w 1968 r.

I jeszcze do poczytania:

niedziela, 31 marca 2019

zygmuntówka

Przerwa w trakcie niedzielnego spaceru. Weszłam do cukierni przy Rondzie Wiatraczna i zdałam sobie sprawę, że nie jadłam wcześniej zygmuntówki.

Zygmuntówka (na zdjęciu w towarzystwie krówki) powstała w 2009 w ramach konkursu na warszawskie ciastko. Konkurs ogłoszony został przez Ratusz i Cech Rzemiosł Spożywczych. Jury, w skład którego wchodzili cukiernicy i znane gwiazdy pod przewodnictwem prezydent miasta, brali pod uwagę smak, wygląd i nowatorstwo. Nazwę zaś wybrali internauci. Zwycięskie ciastko stworzył Witold Teledziński, właściciel cukierni NOVA.

Spód ciastka to migdałowa babeczka wypełniona musem czekoladowym, konfiturą żurawinową i bitą śmietaną, przykryta bezą w kształcie korony. 

Mi pasuje! miałam co prawda wrażenie, że w wersji na moim talerzu bita śmietana została zastąpiona serkiem mascarpone, acz nie sądzę, by był to zły pomysł.

A miejscówka, do której trafiłam to Olczak i syn, cukiernia oryginalnie z Piastowa. Jej najstarsza warszawska 
filia od 1994 znajduje się na ul. Solec.

bulwary - ciąg dalszy

Byliście już w tym roku na bulwarach? Kilka dni tchnęło już wiosną bardzo, więc pewnie tak.
Od stycznia można zagościć na najnowszym odcinku między Mostem Świętokrzyskim, a Tamką.
Kiedy byłam w tym miejscu w zeszłe wakacje, trafiłam w labirynt prowizorycznych płotów odgradzających przechodniów od placu budowy. Jak miło w końcu zobaczyć, co z tych prac wynikło.

Po pierwsze, wynikła przestrzeń 👧 Od miasta idzie się szerokim placem, na środku którego znajdują się fontanny / kurtyny wodne wtopione w chodnik. Już widzę w lecie te dzieciaki i psy biegające w te i nazad przez ściany wody.
Za fontannami, tak jak stała, Syrena z 1939. Nareszcie widoczna i wyeksponowana.
Od jej stóp, a właściwie od jej ogona, ku rzece spływa strumień. Jak i fontanna na górze, tak i ten strumień wtopiony jest w chodnik. Tu jednak zostało to zaaranżowane inaczej – dlatego lepszym określeniem jest „strumień”. Woda spływa ze ściany, następnie skrywa się pod chodnikiem, by znów wybić z chodnika metr dalej. W dnie strumienia widać wmontowane oświetlenie - latem strumień będzie podświetlony, co pewnie dawało fantazyjny efekt.
Poza tym na tym fragmencie bulwarów jak i na pozostałych pociągnięto deptak, ścieżki rowerowe, wkomponowano zieleń. Na trawnikach ustawiono hamaki :)

niedziela, 24 lutego 2019

Kamienica Wasiutyńskich, Mokotów

Żółty tynk na kamienicy nie sugeruje zacnego rodowodu, ani wartości zabytkowych. Jednak z tablicy informacyjnej dowiemy się, że budynek został zaprojektowany przez duet uznanych architektów.

Józef Szanajca i Bohdan Lachert dostali zlecenie na kamienicę dochodową od inżyniera Zbigniewa Wasiutyńskiego. Poznali się z nim w pierwszej połowie lat trzydziestych w kontekście konkursu na planowany most im. J. Piłsudskiego. Z mostu nic nie wyszło, ale znajomość była kontynuowana. I tak architekci stali się autorami kamienicy własnej inżyniera, która stanęła na Okolskiej w latach 1938-39.

Charakterystycznymi elementami dzieł Lacherta i Szanajcy były takie szczegóły jak zaokrąglone rogi budynku, czy rzędy okien: tutaj długie pasy od strony skarpy oraz rzędy małych kwadratowych okienek na elewacjach bocznych.
Część budynku miała być wynajmowana, natomiast dla właściciela zaprojektowane było ostatnie piętro z przestronnym tarasem. Inżynier w trakcie pracy mógł podziwiać widok na dolny Mokotów i dalej na rzekę... Wtedy panorama nie była jeszcze zakłócona dzisiejszą zabudową.

W trakcie wojny budynek doznał uszkodzeń, ale przetrwał. Niestety powojenne remonty i ocieplenia doprowadziły do zmian w wyglądzie: ubytki w elewacji łatano betonem, a oryginalna elewacja z szarej cegły została przykryta tynkiem. Skarpa, która wtedy zaczynała się tuż pod kamienicą, oddaliła się od niej o jakieś 100 m. Zmienił się też właściciel, na mocy dekretu Bieruta...
Nie dziwi, że na wiele lat zatarła się pamięć o historii budynku.

Przywracaniem pamięci zajął się w ostatnich latach nowy lokator, który dokopał się do informacji o rodowodzie swojego nowego mieszkania. Stąd tablica informacyjna na płocie - wynik lokatorskiej inicjatywy. W planach był / jest też gruntowny remont. Czy dojdzie do niego w najbliższym czasie? z fanpage'a na FB wynika, że projekt rewitalizacji przeszedł w kolejną fazę realizacji (wpis z kwietnia 2018). Trzymam kciuki.


Informacje:

środa, 20 lutego 2019

Łazienki w lutym

Na początku lutego wybrałam się na spacer w poszukiwaniu kwitnących oczarów. Kwitną one na przełomie stycznia i lutego i miały się znajdować gdzieś wzdłuż Alei Chińskiej, na wysokości ogrodu modernistycznego...
Niestety moja misja nie zakończyła się sukcesem.
Ale przynajmniej...
 Chochoły w ogrodzie modernistycznym wyglądały bardzo malowniczo!
 Jutrzenka próżno wyglądała tego dnia słońca.
 Ptaszysko łypało na mnie okiem, czy się nie zbliżam zbyt śmiało. Spokojnie, wrono, bez obaw. Teraz jeszcze tylko rzut oka w stronę Nowej Pomarańczarni, proszę...
Pięknie!

niedziela, 13 stycznia 2019

Miau Cafe

...tymczasem po wyjściu z Metra Wierzbno... koty :-)
Przechodząc tędy o różnych porach dnia i nocy, zaglądam w okna  Miau Cafe, by podejrzeć jej futrzastych mieszkańców.
Jak dotąd zawitałam w kawiarni tylko raz i wizyta ta pozostawiła miłe wrażenia.

Wizualnie: bardzo ładnie urządzone, klimatyczne miejsce. Oprócz kocich mebli, także te ludzkie nawiązują do kotów: w obrazkach, bibelotach, wyposażeniu biblioteczki... Niektóre elementy wyposażenia sugerują dżunglę, czyli miejsce, gdzie koty czują się jak u siebie 😹 Otoczenie jest przytulne, nakłania do głębszego zapadnięcia się w fotel.
Wrażenia słuchowe: w tle lecą odgłosy lasu... Strzał w dziesiątkę! cisza sprawia, że i goście ściszają głosy... Oczywiście jest to efekt nastawiony na zapewnienie ciszy kotom, ale i na ludzkich gości może to mieć kojący efekt. Na mnie miał - ta cisza i błogi spokój to główny element, który zrobił na mnie wrażenie w tej kawiarni.

No i główni bohaterowie :) W trakcie mojego pobytu wszystkie kotki były raczej w sennych nastrojach, tak że o interakcji nie było mowy. Może kiedy wrócę następnym razem będą bardziej towarzyskie...
...Że aż prawie zapomniałam, że w przypadku kawiarni warto by wspomnieć o menu! Moja wizyta odbyła się już dawno temu, ale pamiętam bardzo zacną tartę cytrynową. Pamiętam też obecność ciastek w kształcie kocich główek - doceniam takie smaczki. 

Jak dotąd odwiedziłam trzy kocie kawiarnie: w Osace, Krakowie - oraz tę warszawską. I jak na razie Miau Cafe jest pierwsza w rankingu.

wtorek, 1 stycznia 2019

Muzeum Polskiej Wódki

Kiedy ostatnim razem byłam na terenie Konesera, urzędował tam jeszcze Sen Pszczoły...
Tymczasem w trakcie kolejnych odwiedzin "po latach", mogłam w końcu odwiedzić nowe miejsce na turystycznej mapie Warszawy. Wyszłam zachwycona. Myślę, że szanse są spore, że moje pozytywne wrażenia nie będą odosobnione. A oto dlaczego.

Kiedy moi cudzoziemscy rozmówcy słyszą skąd jestem, częstą reakcją jest "aach! Polska! wódka!". Nie zawsze jestem pewna, czy skojarzenie to jest pozytywne... Tymczasem muzeum postanowiło przekuć je na skojarzenie w zupełności pozytywne.

 Przechodząc przez wystawę goście dowiadują się m.in.:
  • skąd wzięła się nazwa,
  • z jakich produktów musi być produkowana wódka, by mogła zasłużyć na miano "polskiej wódki",
  • gdzie koncentrował się przemysł na ziemiach polski przed, w trakcie i po zaborach,
  • jaki wpływ na nasz organizm ma spożycie alkoholu,
  • jakie toasty wznosi się w Polsce...






 Oprócz zapoznania się z historią trunku czy losem przemysłu wódczanego na polskiej ziemi, zobaczymy takie eksponaty jak maszyny które brały udział w procesie produkcji, czy podziwiamy kolekcję butelki i etykiet z ostatnich kilku dziesięcioleci.

Sama wystawa zorganizowana jest w sposób zrównoważony jeśli chodzi o połączenie multimediów i eksponatów materialnych. Po ekspozycji oprowadza nas przewodnik, który serwuje sporą dawkę historii.

Na koniec można dokonać degustacji trzech rodzajów wódek (degustacja podstawowa wliczona jest w bilet)
Nigdy nie byłam fanką wódki, tymczasem przekonałam się, że faktycznie wódki mają smak!


Bilet kosztuje 40 zł, co jak na polskie warunki wydaje się być wysoką ceną, ale po wizycie stwierdzam, że dostaję za to wystarczająco dużo atrakcji by nie uznać jej za wygórowaną.

Przechodząc od szczegółowego do ogólnego...
Osobną atrakcją jest fakt, że muzeum znajduje się w dawnej fabryce wódki. Kompleks budynków powstał w końcu XIX wieku i należał do Warszawskiej Wytwórni Wódek "Koneser", firmy, która produkowała między innymi Luksusową, Wyborową, Żytniówkę...



Mimo że Muzeum zostało ulokowane w dawnym budynku rektyfikacji, architektura poprzemysłowa nie jest tu aż tak tu widoczna. Więcej wyeksponowanych elementów znajdziemy w sąsiedniej restauracji Zoni.




Obecnie  dawna fabryka i jej otoczenie staje się kompleksem kulturalno-biurowym.
Na chwilę obecną jest to ciągle plac budowy. Mimo niedawnego otwarcia muzeum, sklepiku Wedla czy restauracji, spora część jest  jeszcze w trakcie roz- i przebudowy.
Jako fanka Łodzi i rewitalizacji kompleksów poprzemysłowych jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała skończona całość oraz jak będą współgrać ze sobą elementy z różnych sfer ...



Ząbkowska i okolice od dawna już potrafią przyciągnąć zarówno turystów jak i mieszkańców Warszawy. Muzeum Wódki dodaje swoje grosze, które na pewno będą dalej działały na plus.