poniedziałek, 6 stycznia 2020

Dom pod Orłami - Muzeum Historii Spółdzielczości


Orły - drapieżne, z wystającymi szponami, jakby lądowały nad swoją ofiarą...

Jeden z bardziej charakterystycznych elementów fasady, dzięki którym budynek zyskał swoją obiegową nazwę (i które sprawiają, że budynek ten kojarzy mi się z Gotham City).
 Jednak pozostałe dekoracje zabierają nas w bardziej idealistyczne klimaty. Przedstawiają rolników, siewców... ludzi pracy, którzy wspólnymi siłami wykuwają przyszłość*
Zarówno orły jak i płaskorzeźby wyszły spod dłuta Zygmunta Otto – autora m.in. gigantów z al. Ujazdowskich, czy grupy rzeźbiarskiej z tympanonu Zachęty.
Zaprojektowany w 1912-17 przez Jana Heuricha młodszego, gmach jest budynkiem modernistycznym, o prostych kształtach, nieco przysadzistej sylwetce i fasadzie wykonanej z piaskowca. To właśnie faktury i materiały miały nadawać charakter fasadzie, grając między sobą: czerwień cokołu z żółcią piaskowca i zielenią spatyniałej miedzi dachu.
W trakcie drugiej wojny światowej budynek został doszczętnie zniszczony. Odbudowany w latach 1948-50, w dużej mierze zachował swój kształt, ale zmieniono też niektóre detale architektoniczne i funkcjonalne. Na przykład, oryginalnie główne wejście znajdowało się z prawym narożu (widoczne na zdjęciu archiwalnym z wystawy w Domu) – obecnie znajduje się pośrodku fasady.
Klatkę schodową zaś ulokowano w prawej wieży.
Wnętrza wyłożono szlachetnymi materiałami, jednak ponoć to już nie ten poziom elegancji, co przed wojną...

Pierwotnym przeznaczeniem budynku była siedziba Towarzystwa Kredytowego Przemysłu Polskiego. Stąd nawiązania na szeroko pojętego przemysłu i rolnictwa w oprawie rzeźbiarskiej.
Po wojnie w odbudowanym budynku znalazł się oddział Narodowego Banku Polskiego oraz Banku Gospodarstwa Spółdzielczego. W 2001 w jego mury sprowadziło się także Muzeum Spółdzielczości.


I to właśnie przyciągnęło mnie w Noc Muzeów 2018.
Muzeum założono w 1968 w Nałęczowie. W 2001 Muzeum stało się placówką Krajowej Rady Spółdzielczej, która także ma tu swoją siedzibę.
 Jeśli chodzi o formę muzeum, ta nieco trąci myszką. Niemniej można się dowiedzieć z niego wiele wartościowego o ruchu spółdzielczym, którego zaczątki sięgają XVIII wieku. W Polsce ruch zaczął rozwijać się w pierwszej połowie XIX wieku, a do jego propagatorów należeli m.in. Stanisław Staszic.
Jednak rozpędu nabrał w drugiej połowie XIX wieku, kiedy spisano główne wartości i zasady ruchów spółdzielczych, a te zaczęły się zrzeszać na poziomie międzynarodowym. Stawały się popularne i cenione. I to na tyle, że przed wojną bywało, że różne działalności podszywały się pod spółdzielnie, by zyskać na prestiżu! Dziś trend ten raczej się odwrócił ze względu na skojarzenia z okresem komunistycznym, który upaństwowił i wypaczył idee spółdzielczości.. Acz z drugiej strony widoczna jest też teraz wzmożona działalność kooperatyw, jako odpowiedzi na system kapitalistyczny.

W polskim ruchu spółdzielczym jednym z najbardziej zasłużonych nazwisk był Romuald Mielczarski. Był współtwórcą nowoczesnej spółdzielczości spożywców oraz przez wiele lat dyrektorem związku spółdzielczego „Społem”.
Innym nazwiskiem, chyba dużo bardziej znanym szerokiej publice był Franciszek Stefczyk. Historyk, nauczyciel, działacz ludowy, inicjator zakładania spółdzielczych kas oszczędnościowo-pożyczkowych (tzw. Kas Stefczyka). On też postulował założenie muzeum historii spółdzielczości już w 1918. By go uczcić, muzeum zaaranżowało jego gabinet w ramach ekspozycji.
(warto wspomnieć, że współczesne Kasy Stefczyka zostały założone we wczesnych latach 90. XX w i tylko nazwą i ideą nawiązują do myśli F. Stefczyka).
 
W czasach PRL-u Dom pod Orłami był świadkiem zuchwałego napadu rabunkowego.
*ścieżka dźwiękowa: Laibach "Mi kujemo bodočnost"

środa, 1 stycznia 2020

włoski kondotier

Czy znacie weneckiego kondotiera kroczącego dostojnie ku Traktowi Królewskiemu? żeby go spotkać trzeba zboczyć z Traktu i zanurzyć się w dziedziniec Akademii Sztuk Pięknych. 


Rzeźba przedstawia Bartolomeo Colleoniego. Był to condotierri, czyli najemny dowódca wojskowy. Kondotierzy byli najczęściej najmowani na określony czas, jednak Bartolomeo odnosił tyle sukcesów, że Wenecja, której służył, ustanowiła go stałym dowódcą wojsk.


Oryginalna XV-wieczna rzeźba znajduje się w Wenecji. Stanęła tam w 1495 i wyszła spod dłuta Andrea del Verocchio. XV wiek we Włoszech to renesans, a ten zwracał się ku antycznym wzorcom. Wedle nich każdy mógł zasłużyć na pamięć dzięki swym szlachetnym czynom, w renesansie więc utrwalane są już nie tylko wizerunki świętych, ale także postaci świeckich, czy to władców, czy zasłużonych obywateli. W nawiązaniu do antyku, wśród wizerunków i przedstawień postać konna kojarzyła się z dostojeństwem i bojowością. Dlatego właśnie Bartolomeo już za życia zażyczył sobie takiego przedstawienia siebie, aby tak zostać zapamiętanym przez potomność.


Nasza warszawska kopia została stworzona w XX wieku. A właściwie jest jedną z dwóch polskich kopii rzeźby kondotiera. Pierwsza z nich przez chwilę stała się kością niezgody między Warszawą a Szczecinem....


Pierwsza kopia powstała w 1913 dla Muzeum Miejskiego w Szczecinie. Pod II wojnie światowej Szczecin podarował kondotiera zniszczonej Warszawie, w zamian za dzieła sztuki polskiej, które odtąd miały podkreślać polskość Szczecina i ziem pomorskich.
Rzeźba Bartolomeo przybyła do Warszawy w 1948 i przez czas jakiś tułała się po magazynach stołecznych muzeów. Bohater rzeźby nie miał jakichkolwiek związków z Warszawą, więc władze zastanawiały się, gdzie ją wyeksponować. Ostatecznie zdecydowano się na podwórze Pałacu Czapskich, który właśnie obrano siedzibą Akademii Sztuk Pięknych. I tak od 1950 kondotier stał się modelem dla studentów sztuki oraz stałym elementem otoczenia odbudowanego Pałacu.


Tymczasem... W latach 80. Szczecin zaczął upominać się o swojego kondotiera. Wiele dzieł sztuki wymienionych przez miasta po wojnie, zostało już zwróconych, a tylko ta rzeźba ciągle pozostawała w Warszawie. Po ponad dziesięcioleciu starań, miasta porozumiały się w sprawie kondotiera: rzeźba miała wrócić skąd przybyła, w zamian zaś Szczecin miał ufundować Warszawie kopię rzeźby.

Tak też się stało. Od 2002 „oryginalna kopia” stoi na Placu Lotników w Szczecinie, a w podwórzu Pałacu Czapskich... jakby nic się nie zmieniło :) 

Więcej o weneckim pomniku i renesansie tutaj. 

niedziela, 15 grudnia 2019

Mitoraj w Warszawie

Dzieła Igora Mitoraja są charakterystyczne i nie do pomylenia z pracami innych artystów. Nawiązują do form i motywów antycznych, ale zawsze jest to nawiązanie przewrotne: jego bohaterowie są a to niekompletni, a to gigantycznych rozmiarów...
Mimo że Mitoraj był z pochodzenia Polakiem, większość życia spędził za granicą, a głównie w ukochanych Włoszech. Także większość jego dzieł znajduje się za granicą, m.in. w Paryżu, w Rzymie, Mediolanie, Lozannie, Londynie, Krakowie, w USA i Japonii.


W Warszawie mamy ich trzy. Najłatwiejsze do znalezienia są „Drzwi anielskie”, czyli wejście do kościoła jezuitów na Starówce. Przyozdobiły ten barokowy kościół w 2009 z okazji 400-lecia jezuitów w Warszawie. Kościół to także sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, stąd postać Maryi w górnej części rzeźby przedstawiającej – zwiastowanie, czy wniebowstąpienie? Ja skłaniam się do tej drugiej interpretacji.
Praca ta nawiązuje do innego dzieła Mitoraja - drzwi z kościoła Santa Maria degli Angeli w Rzymie.

W tym samym roku co rzeźba na drzwiach świątyni, w Warszawie znalazła się inna rzeźba Mitoraja. Tym razem niejako na prywatnej posesji, przed biurowcem firmy Spektra. Kompleks Bobrowiecka 6 jest m.in. siedzibą Fundacji Rodziny Staraków, która zajmuje się promocją młodych artystów.
W tę część Mokotowa chyba trudniej trafić turyście niż na Starówkę. Co prawda w okolicy znajduje się już sporo biur, a kolejne są w trakcie realizacji, to jednak nie jest to najbardziej uczęszczane miejsce, jeśli akurat się tu nie mieszka lub nie pracuje.

 Pierwowzorem tej rzeźby jest „Grande Toscano” – „Wielki Toskańczyk” – hołd Mitoraja dla ukochanego regionu Włoch.



Najstarszą pracą Mitoraja w Warszawie jest „Ikar Alato” („Ikar Uskrzydlony”), który od 2004 wita gości Centrum Olimpijskiego przy Wybrzeżu Gdyńskim. Jest częścią fontanny (nieczynnej w trakcie moich odwiedzin) oraz parku rzeźb poświęconemu sportowi.


P.S. W 2004 odbyła się wystawa dzieł Mitoraja na Placu Zamkowym. Podobna ekspozycja miała miejsce w Krakowie. Od tamtej pory krakowski rynek zdobi Eros Bendato.


P.P.S. W 2021 roku kolejna rzeźba Mitoraja przyozdobiła Warszawę: "Ikaria" przed Pałacem pod Blachą. Jednak jest to obecność chwilowa. 

wtorek, 3 grudnia 2019

spacer od placu Szembeka do Balatonu

Piękny jesienny wrześniowy dzień i dwa cele: przyjrzeć się z bliska kościołowi na Placu Szembeka oraz odnaleźć i dodać do kolekcji gocławsko-grochowskie murale.



Start: Plac Piotra Szembeka. Plac jest pięknie odnowiony, z dużą ilością ławek i aleją brzozową.
Ale to ku kościołowi Najczystszego Serca Maryi wyrywa się serce i wzrok. Strzelisty, neogotycki, ale już podążający w stronę modernizmu.



Oddalam się od Placu i docieram na ulicę Żółkiewskiego, by tam odnaleźć mój pierwszy artystyczny cel: "Siewcę snów" autorki Monika Tusz. Żeby go zobaczyć, trzeba wejść w podwórze kamienicy.
 
Skręcam w Zamieniecką. Czeka mnie długa droga.
Przypadkowe znalezisko: na rogu Zamienieckiej i Sulejowskiej łypie na mnie smok na fasadzie...
...albo gryf, jak twierdzą niektóre źródła. Ja widzę smoka.
Skręcam w Umińskiego. Moich głównym celem jest mural poświęcony Kamili Skolimowskiej, a "w gratisie" znajduję też ten lotniczy (a jakże!) przedstawiający asów lotnictwa: Stanisława Skalskiego i Eugeniusza Horbaczewskiego. 
Te i inne murale uwieczniam na fejsbuku.
Dokąd teraz? tamtego dnia wiedziałam, że Saint-Tropez ^_^
Tymczasem docieram do warszawskiego Balatonu.
Historia akwenu sięga lat 20. minionego stulecia, jednak park okalający jezioro liczy sobie dopiero 10 lat.


Przerwa na kawę i ciacho w kawiarni-cukierni Sweet Home (sieć cukierni o tej nazwie pochodzi z mojego rodzinnego Pomiechówka, więc reklamuję! i czynię to z czystym sercem).
Dalej do Jeziorka Gocławskiego... Podobają mi się osiedla posadowione na jego obrzeżach. Dużo się tu dzieje, wiele zieleni pomiędzy budynkami, ciekawie zorganizowane tarasy...
...dopiero teraz doczytuję o kontrowersjach związanych z tą okolicą i statusem własności jeziora.
Dochodzę do przystanku Międzynarodowa i kończę wycieczkę krajoznawczą.

(zanim wsiądę w autobus znajduję jeszcze tę rzeźbę. Jak na razie jeszcze jej nie zidentyfikowałam, podejrzewam, że została wykonana przez Elżbietę Pietras).

piątek, 22 listopada 2019

Gocław

Główne skojarzenie: blokowiska. Faktycznie kiedy idę od autobusu do nowego domu, otaczają mnie bloki, bezkresne morze bloków.


...bloki z różnych okresów i w różnych stylach. Moje pielesze domowe ulokowane są teraz w około dwudziestoletnim bloku. Początek XXI w to był czas, kiedy estetyka ciągle nie była mocną stroną budowy, więc fasada nie zachwyca – niemniej wybrałam go na przestronność wnętrza, niż zewnętrzne piękno...
Z okna widzę bloki, które wyglądają na drugą dekadę XXI wieku, czyli prosto, schludnie, przyjemnie dla oka, choć bez zachwytów; no i już większa skala, niż moje domowe brzydactwo (punkt dla brzydactwa!).
A w trakcie spacerów mijam całą gamę możliwości budownictwa osiedlowego: zarówno bloki jakby wyjęte z Ursynowa, jak i pudełka do mieszkania z lat 70 i 80.


Wieczorne widoki przypominają mi moje obrazki z lekcji plastyki z wyobrażeniem „nocy w mieście”: granatowe niebo, na jego tle ciemne prostokąty rozjaśnione kwadracikami świateł w oknach. Moje dziecięce wyobrażenia były nieco bardziej kolorowe;-) niemniej – doceniam miejską malowniczość tej scenerii. Ma w sobie coś filmowego.


Jednocześnie mam wrażenie, że idę przez historie dwudziestolecia międzywojenne : patroni ulic to Bor-Komorowski, Wieniawa-Długoszowski,  Okulicki, Mikołajczyk... Ma to swoje uzasadnienie, skoro wieś Gocław została włączona w granice Warszawy w 1916, za czym przyszedł jej rozwój, plany dotyczące lotniska... (Ulice nawiązujące do przed- i powojennej lotniczej historii są poza moimi ścieżkami)


Co podoba mi się po pierwszych tygodniach życia tutaj?
·         Ludzka skala blokowisk
·         Sporo zieleni pomiędzy nimi
·         Widok na pylony mostu Siekierkowskiego
·         Bliskość Saskiej Kępy
·         Poranne widoki z mostów
·         Wieczorny widok na Centrum z Siekierkowskiego
·         Mnogość autobusów i połączeń z resztą miasta


Moje poznawanie okolicy będzie postępować, a nabierze tempa zapewne razem z powrotem słońca (wiosną...).
Choć wstępne rozpoznanie odbyło się już we wrześniu, kiedy nie miałam pojęcia, że losy rzucą mnie w te rejony.

środa, 6 listopada 2019

O, Wierzbno!

O, Wierzbno! Moja zielona przystani! Ciężko Cię opuszczać, trudno rezygnować z życia z Tobą, rezygnować z tego sielskiego widoku za oknem...

ze spacerów po Królikarni i Arkadii...
z wieczornego biegania po Parku Dreszera...
z koncertów jazzowych pod chmurką...
ze sportu na Warszawiance...
z Targów Śniadaniowych na Skwerze Grupy AK Granat...
z podróży tramwajem do Centrum...
(hej, jak dla mnie Mokotów i Wierzbno to ciągle Centrum!)
z przechadzek wśród przedwojennych willi...

Przez lat siedem byłeś mi codziennym powodem do zachwytów. Dałeś mi pierwszy warszawski dom, dałeś rozrywkę, fascynującą historię, spokój i odpoczynek.
Czas na zmiany. Czas zadomowić się w innej dzielnicy.

środa, 11 września 2019

Fałat vs Kossak

 
Przed godziną w Ursynowie strzelałem do niego - pisał Wojciech Kossak w liście o pojedynku, w którym brał udział 17 grudnia 1900. Celem jego chybionego strzału był Julian Fałat, który zresztą nie próbował oddać strzału, więc ostatecznie na tym się skończyło i panowie rozjechali się cali i zdrowi.

Bezpośrednią przyczyną pojedynku miał być policzek wymierzony Kossakowi przez Fałata dwa dni wcześniej w trakcie ceremonii otwarcia "Zachęty". Jednak spór między malarzami narastał od lat. Zaczęło się od współpracy nad panoramą "Berezyna", którą zaczęli malować w 1894. Ukończone dzieło było wystawiane w Berlinie i Warszawie... Tymczasem to Kossak zaczął przypisywać sobie główny wkład w dzieło, co było zarzewiem konfliktu, a kulminacją - scena w "Zachęcie".

Tyle historii sprzed wieku. A obecnie "w Ursynowie" w Parku przy Bażantarni można odnaleźć dwie rzeźby, których rysy przypominają Fałata...
i Kossaka.
Cała kompozycja nazywa się "Kulogłowi" i jest dziełem Tomasza Górnickiego, rzeźbiarza z Warki. Przypomina o pojedynku sprzed wieku od 2012.


Więcej o pojedynku i konflikcie można przeczytać na przykład tutaj.