sobota, 27 września 2014

początek lata w Królikarni...

Było coś takiego, to lato kiedyś się zaczynało, kiedy to było, hmm czerwiec?

Za Pałacem ustawiły się grządki Nieużytków Sztuki, projektu, który "dotyczy bezpłatnej dzierżawy terenów zielonych, trawników, kawałków ziemi, przyległych do publicznych galerii i muzeów. To propozycja zaangażowania publiczności w proces interwencji w przestrzeni nie tylko miasta lecz również sztuki, czego następstwem może być zmiana nastawienia do sztuki współczesnej, zbliżenie do instytucji sztuki, zniesienie bariery między oficjalną instytucją kultury a mieszkańcami." (ze strony Nieużytków)


Za Pałacem, na skarpie, stanęły ule, projekt Miejskich Pszczelarzy.
Pierwszy raz zetknęłam się z pomysłem hodowania pszczół w mieście w Berlinie. Zwiedzając kopułę tamtejszej katedry przy jednym z okien zauważyłam informację o znajdującym się na dachu ulu, którego inaczej bym nie zauważyła, tak jego kształt odbiegał od polskiego obrazu ula ;-) Informacja poparta była stosownym cytatem z Biblii.

niedziela, 21 września 2014

Żoliborski Targ śniadaniowy 2014

W porównaniu do żoliborskiego Targu, ten mokotowski jest o tyle bardziej kameralny. Ale też z mniej rozbudowaną ofertą.
Wczoraj na Żoliborzu znalazłam stoiska tych samych wystawców co tydzień temu na Mokotowie, oraz wielu z zeszłego roku. Ponadto reklamowało się też kilka restauracji już dobrze osadzonych w krajobrazie warszawskim, jak Tel-aviv, Portucale czy Dziki Ryż.

Wczoraj znowu uległam Ottomańskiej pokusie ^__^
Z nowych odkryć:
konfitury i chutney'e La Koguta. Ja wzięłam cebulowo-figowy (będzie świetny do mięs), a Ewa buraczano-.pomarańczowy
Le Papu - fantastyczny vinegret miodowy, nagle przygotowanie sałat stało się o niebo prostsze.


Ludna/Kruczkowskiego

Na skwerze przed Domem Spotkań z Historią trwa w tej chwili wystawa plenerowa "25 x Warszawa" obrazująca zmiany w krajobrazie i w stylu życia miasta. Nie zawsze zdaję sobie sprawę, jak wiele się zmieniło, czasem potrzeba drobnej pomocy, by uruchomić wspomnienia. Nie żal mi zupełnie targowiska na placu Defilad czy na Stadionie XX-lecia, gdzie zakupy wśród tłumów stanowiły mękę. Podobnie nie tęsknię za wyasfaltowanym Krakowskim Przedmieściem i przejściem podziemnym z przystanku na Uniwersytet. Dzierżyńskiego na Placu Bankowym zupełnie nie pamiętam. Z rozrzewnieniem przypominam sobie stare trasy autobusów; autobusy, które dowoziły mnie z Dworca Gdańskiego na Krakowskie spotykam teraz w kompletnie innych częściach miasta, z dawnej gwardi ostało się tylko 116. Większość moich odczuć jest natury estetycznej lub praktycznej.

Pewnego późno-wiosennego dnia wracałam z Muzeum Azji z Solca dawno nieprzemierzaną ulicą Ludną w stronę centrum. Usadowiłam się w autobusie z widokiem na szpital im. Orłowskiego, jednak nostalgicznie rzuciłam okiem w przeciwną stronę - i aż wykrzyknęłam widząc wielkiego czarnego wieloryba, który usadowił się na rogu Kruczkowskiego i Ludnej.
Budynek i jego otoczenie w sumie miłe dla oka: nie za wysoki, nieco okrętowy, czarno-połyskujący odbija się na tle nowych jasnych budynków mieszkalnych osiedla stanowiącego kolejną część zespołu Powiśle Park. Biurowiec powstał w biurze projektowym Kuryłowicz & Associates na zlecenie Polskiej Spółki Gazownictwa, bo i tu od 1856 r. działał pierwszy zakład gazowniczy. Stylizowane latarnią mają zapewne przypominać o historii tego miejsca. Czytam, że także kształt biurowca ma ją sugerować...
Tuż obok nowoczesnego budynku (ponoć ciągle niezagospodarowanego, bo Spółka w międzyczasie wynajęła sobie biuro gdzie indziej) i świeżutkich apartamentowców oglądanych przez młode pary zastanawiające się, gdzie ulokować swój 30-letni kredyt, w tle stoi zwyczajny blok mieszkaniowy, jakich wiele.
Dla mnie stanowi jednak wartość sentymentalną, tu mieszkała moja Babcia. A więc tutaj spędziłam niejedne święta, tu odwiedzałam ją, ciocię i kuzynkę. Ich mieszkanie znajduje się z drugiej strony bloku, więc widok z ich okna nie zmienił się za bardzo. Natomiast w miejscu, z którego zrobiłam powyższe zdjęcie, stała huśtawka, która dla dziecka ze wsi była w latach osiemdziesiątych nie lada atrakcją.
W gruncie rzeczy nowy sąsiad wyszedł staremu budynkowi na dobre: dawne podwórko było przede wszystkim rozległe, ale oprócz rzeczonych huśtawek, piaskownicy i kilku drzew wiele na nim się nie znajdowało i było raczej zaniedbane. Teraz fasada bloku jest odnowiona, ogródek niewielki, ale zielony i schludny, z nowymi nasadzeniami.
Moje sentymenty przegrywają.

piątek, 19 września 2014

Targ śniadaniowy, Żoliborz 2013

A tak przy okazji, odkopuję blogowe brudnopisy i znajduję zdjęciową relację z zeszłorocznego targu na matecznym Placu Inwalidów. Nie będę już wnikać w nieaktualne opowieści, tylko wrzucę zaległe fotki.

Owego letniego poranka na pewno wystawiali się
Luks Pomada
Fabryka Słodkości
Green Idea z czadowymi mufinami
Ekoista, których kolczyki z plastikowych butelek noszę i robię furorę
Twój Ogród
Polski Leń - nie mogę jednak nigdzie znaleźć pani projektantki
i inni.
Wszystko to okraszone lipcowym słoneczkiem i dyskretnym jazzem na żywo.

Wiedziona na pokuszenie wrześniowym ciepłem planuję jutro skoczyć na Żoliborz - zobaczymy, co się zmieniło.

czwartek, 18 września 2014

Targ śniadaniowy na Mokotowie

Dopiero co zorientowałyśmy się, że jedna z edycji Targu Śniadaniowego odbywa się w tym roku także niemal pod naszym domem. Skwapliwie skorzystałyśmy w ostatnią sobotę.
Wybór przysmaków: zarówno dość typowych, jak i bardziej wydumanych, trudniejszych do zdobycia bądź domowym sumptem produkowanych. A więc gofry zwykłe i belgijskiej, kuchnia wietnamska, hiszpańska, meksykańska, czekolady, makaroniki, ciasta, paszteciki...
 Na miejscu skusiłyśmy się na lemoniadę lipową (pokrzywowa zbyt trąciła "chwastami", jak na moje konserwatywne kubki smakowe) oraz urocze mini-naleśniki (belgijskie? holenderskie?) z sosem karmelowym oraz z ichnim, nieco chrupiącym masłem orzechowym.

Na wynos - najwięcej pieniędzy zostawiłyśmy w Ottomańskiej Pokusie. Orzechy, miód - to jest to! i nawet taki słodyczowy twardziel jak ja pasuje po jednej baklawie lub surmie, co sprawia, że sobotnie zapasy dopiero teraz zaczynają się wyczerpywać.
Poza tym wzięłam słoiczek smarowidła produkcji Better Butter, zrobionego z soczewicy z dodatkiem kolendry i curry.
Przy innym stoisku zasmakowałyśmy w wegetariańskich pasztetach z selera oraz dynii - które w tym tygodniu goszczą na naszych kanapkach.

Cudowną mamy jesień! nie tylko kulinarnie.

wtorek, 3 czerwca 2014

Spacerek po cmentarzu luterańskim

W poprzedni weekend współpracowałam z Fundacją Varsaviana.
W kameralnym gronie, w słoneczny i ciepły dzień zaznajamialiśmy się z Polakami wyznania ewangelicko-augsburskiego, ich wkładem w historię i rozwój Warszawy oraz ich miejscami spoczynku, nierzadko w ciekawej formie.
Piwowarowie, lekarze, filantropowie/pki...

Szymon Bogumił Zug - postać, która ciągle przewija się w trakcie moich spacerów. Szczególnie zasłużony dla społeczności ewangelickiej jako projektant kościoła św. Trójcy oraz tego cmentarza.

Nagrobek Anny Reginy Kileman - matka "legend miejskich" ze swoją makabryczną historią tłumaczącą genezę takiej formy nagrobka

Grób rodzinny Granzowa, króla cegły; sam w sobie reklama produktów rodzinnego interesu. Choć w tej chwili to chyba Filtry najlepiej przemawiają za jakością granzówki.
Młot i sierp jaśniejące nad światem - na grobie zmarłego w Warszawie pracownika ambasady sowieckiej. Jakoś na innych cmentarzach go nie chcieli.

Wedlowie.

Neogotyk koronkowo-metalowy.
Grobowiec kupca Skwarcowa w roli mini cerkiwii.
Ogrodniczy nagrobek Ulrichów.
Małżeństwo Lorentzów. Stanisław Lorentz, bliski sercu każdego varsavianisty.

Powyższe to baaardzo duży skrót tej trasy i co na niej można spotkać. Mam nadzieję, że zachęcający.