piątek, 22 listopada 2019

Gocław

Główne skojarzenie: blokowiska. Faktycznie kiedy idę od autobusu do nowego domu, otaczają mnie bloki, bezkresne morze bloków.


...bloki z różnych okresów i w różnych stylach. Moje pielesze domowe ulokowane są teraz w około dwudziestoletnim bloku. Początek XXI w to był czas, kiedy estetyka ciągle nie była mocną stroną budowy, więc fasada nie zachwyca – niemniej wybrałam go na przestronność wnętrza, niż zewnętrzne piękno...
Z okna widzę bloki, które wyglądają na drugą dekadę XXI wieku, czyli prosto, schludnie, przyjemnie dla oka, choć bez zachwytów; no i już większa skala, niż moje domowe brzydactwo (punkt dla brzydactwa!).
A w trakcie spacerów mijam całą gamę możliwości budownictwa osiedlowego: zarówno bloki jakby wyjęte z Ursynowa, jak i pudełka do mieszkania z lat 70 i 80.


Wieczorne widoki przypominają mi moje obrazki z lekcji plastyki z wyobrażeniem „nocy w mieście”: granatowe niebo, na jego tle ciemne prostokąty rozjaśnione kwadracikami świateł w oknach. Moje dziecięce wyobrażenia były nieco bardziej kolorowe;-) niemniej – doceniam miejską malowniczość tej scenerii. Ma w sobie coś filmowego.


Jednocześnie mam wrażenie, że idę przez historie dwudziestolecia międzywojenne : patroni ulic to Bor-Komorowski, Wieniawa-Długoszowski,  Okulicki, Mikołajczyk... Ma to swoje uzasadnienie, skoro wieś Gocław została włączona w granice Warszawy w 1916, za czym przyszedł jej rozwój, plany dotyczące lotniska... (Ulice nawiązujące do przed- i powojennej lotniczej historii są poza moimi ścieżkami)


Co podoba mi się po pierwszych tygodniach życia tutaj?
·         Ludzka skala blokowisk
·         Sporo zieleni pomiędzy nimi
·         Widok na pylony mostu Siekierkowskiego
·         Bliskość Saskiej Kępy
·         Poranne widoki z mostów
·         Wieczorny widok na Centrum z Siekierkowskiego
·         Mnogość autobusów i połączeń z resztą miasta


Moje poznawanie okolicy będzie postępować, a nabierze tempa zapewne razem z powrotem słońca (wiosną...).
Choć wstępne rozpoznanie odbyło się już we wrześniu, kiedy nie miałam pojęcia, że losy rzucą mnie w te rejony.

środa, 6 listopada 2019

O, Wierzbno!

O, Wierzbno! Moja zielona przystani! Ciężko Cię opuszczać, trudno rezygnować z życia z Tobą, rezygnować z tego sielskiego widoku za oknem...

ze spacerów po Królikarni i Arkadii...
z wieczornego biegania po Parku Dreszera...
z koncertów jazzowych pod chmurką...
ze sportu na Warszawiance...
z Targów Śniadaniowych na Skwerze Grupy AK Granat...
z podróży tramwajem do Centrum...
(hej, jak dla mnie Mokotów i Wierzbno to ciągle Centrum!)
z przechadzek wśród przedwojennych willi...

Przez lat siedem byłeś mi codziennym powodem do zachwytów. Dałeś mi pierwszy warszawski dom, dałeś rozrywkę, fascynującą historię, spokój i odpoczynek.
Czas na zmiany. Czas zadomowić się w innej dzielnicy.