niedziela, 27 grudnia 2020

Stalowa 39

Ostatnio do mojej kolekcji trafił nowy mural, znajdujący się przy ulicy Stalowej (bliżej Strzeleckiej).

Jego autorem jest Daniel „Chazme” Kaliński. Mural nawiązuje do dawnego targowiska określanego dziś mianem bazaru Pachulskiego i Domańskiego, który prawdopodobnie od przełomu wieków XIX i XX aż do około 1970 roku działał pomiędzy ulicami Stalową i Strzelecką. Inspiracją przy jego tworzeniu było stare zdjęcie ukazujące kramy z lotu ptaka.

Mural znajduje się na ścianie jednego z nowych budynków na nowo-stare osiedlu „Stalowa 39”.

Nowe – bo składa się z dwóch nowoczesnych 7-kondygnacyjnych bloków wykończonych białą cegłą, na której tle wybijają się schludnie czarne opracowania balkonów i innych szczegółów dekoracyjnych. Stare, bo włączono je do zespołu istniejących przedwojennych kamienic. Pomiędzy starym a nowym powstało przestrzeń-podwórko, w którym zaaranżowano zieleń, ławki do wypoczynku i szczątkowy plac zabaw.


Co mnie uderzyło, to kontrast (kontrast jest chyba wizytówką warszawskiej Pragi). Cytując artykuł z Bryły: „Formą, wysokością i wykończeniem fasad [nowa inwestycja] odnosi się do sąsiedniej zabudowy. Na elewacjach pojawiła się biała cegła (pasująca odcieniem do koloru sąsiednich kamienic). Ukłonem w stronę okolicznych kamienic są przedłużone gzymsy i okna w układzie pionowych pasów . Na klatkach schodowych pojawiły się ceramiczne elementy dekoracyjne.”

Fakt: nowe budynki są dopasowane pod kątem gabarytu. I być może te wszystkie wspomniane detale są subtelną rozmową z dawnymi kamienicami. Jednak patrząc na całość, nie widziałam „włączenia”, a raczej dwa totalne różnie światy. „Włączeniem” byłoby zespolenie obu kompleksów w jedno (co dokonuje się na wizualizacjach – gdzie stare budynki wyglądają na odnowione i zamieszkałe) – tymczasem nowe budynki wymownie oddzielone są płotem od starych kamienic, z którymi mają nawiązywać architektoniczną rozmowę. Stare kamienice są opuszczone, wyglądają na zrujnowane i nienadające się do użytkowania, więc płot jest także zabezpieczeniem przed ewentualnymi wypadkami. Płot chwilowo stał się galerią ukazującą warszawską Pragę i jej najbardziej charakterystyczne momenty; pokazuje, jak Praga łączy nowe ze starym, jak się rozwija, jaka jest cool i tradycyjna zarazem (murale są częścią tej galerii; mural przecież przyozdobił jedną ze ścian).

Zastanawiam się, jaki jest plan dla tego miejsca? Zakończenie inwestycji i przekazanie pierwszych kluczy zostało ogłoszone w czerwcu 2020. Jak długo mieszkańcy lub użytkownicy nowych budynków będą sąsiadowali ze zrujnowanymi kamienicami? Czy jest plan ich renowacji? Czemu nie został przeprowadzony do tej pory? Czy prace związane z remontem będą utrudniać życie na „Stalowej 39”? przeglądam artykuły o tym osiedlu, ale nie znajduję odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

Swoją drogą zastanawiam się, czy szczątkowy plac zabaw nie jest nawiązaniem do innego muralu, który znajdował się po sąsiedzku przy Stalowej 41. Był to mural z 2015 roku: “Plac Zabaw” autorstwa Ernesta Zacharevica. Chyba zniknął za nowymi inwestycjami.

piątek, 11 grudnia 2020

Centrum Olimpijskie

O tym miejscu wspominałam pisząc o warszawskich rzeźbach Mitoraja. Ikar Uskrzydlony wita gości Centrum Olimpijskiego od strony Wybrzeża Gdańskiego.

Front budynku zdobią kręgi nawiązujące do olimpijskich kół. To nie jedyne olimpijsko-sportowe symbole wplecione w budynek. Został zbudowany na rzucie elipsy – kształtu stadionu. A szyb windowy ma przypominać znicz olimpijski.

Budynek pełni funkcje biurowo-wystawienniczo-rekreacyjne. Jest siedzibą Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Muzeum Sportu i Turystyki, znajduje się tu Zdrofit, a także restauracja z tarasem na ostatnim piętrze. Na podziemnym poziomie znajduje się Galeria (-1).

 

Nie zwiedzałam Muzeum, ani żadnych innych wnętrz, więc skoncentruję się tu na tym, co wokół Centrum Olimpijskiego: galerii rzeźb. O ile Ikar nawiązuje do tematu starożytności, to pozostałe rzeźby utrzymane są w tematyce ściśle sportowej.

Wśród nich moim niekwestionowanym faworytem są Kolarze – rzeźba Bronisława Chromego z 2013. Rzeźba wyróżnia się lekką i dowcipną formą.


 
Kolejny obiekt, który przypadł mi do gustu to Craul (Jerzy Bandura, 1948). Socrealizm jeszcze się na dobre nie zaczął, więc mimo realistycznej tematyki i formy, rzeźba operuje redukcją, abstrakcją oraz grą formy: kontrastem między białym kamieniem wody, a czarnym – postaci.

Pozostałe widoczne na zdjęciach to Zapaśnicy (Zbigniew Wojkowski, 2014), Szermierz (Bronisław Krzysztof, 2015) r. oraz Piłka Ręczna (Zbigniewa Wojkowskiego). Stanowią część Alei Rzeźb Parku Olimpijskiego, na którą składa się w sumie siedem stanowisk.

Przy kolejnej wizycie wokół Centrum, tym razem w sezonie letnim (sierpień 2021), przyjrzałam się tym rzeźbom nieco lepiej.

Podeszłam w głąb, gdzie odkryłam nieznane mi obiekty. Bardzo spodobał mi się Bramkarz (Stanisław Sikora, 1959). Kolejny raz to rzeźba sprzed ponad półwiecza okazuje się bardziej dynamiczną i nowatorską niż niejedna współczesna.


Interesującym odkryciem  było upamiętnienie katastrofy lotu PLL LOT 007 (14.03.1980), a w szczególności reprezentacji Stanów Zjednoczonych w boksie, która leciała na mecz z reprezentacją Polski (w tej samej katastrofie zginęła Anna Jantar; więcej o wydarzeniu można przeczytać tutaj). Rzeźba Thomasa Schomberga została wykonana w 1984 r. i pierwotnie stała na terenie „Skry”. Jednak wobec popadnięcia terenu w ruinę rzeźbę przeniesiono tutaj w 2013.


środa, 2 grudnia 2020

Balaton wieczorową porą

Kiedy rok temu pisałam o ilości zieleni na Gocławiu, miałam na myśli głównie szerokie pasy trawników i drzew wzdłuż ulic i pomiędzy blokami. 

Najbliższy mi swobodny teren zielony to wolna przestrzeń wzdłuż kanału Nowa Ulga: trawniki udekorowane młodymi drzewkami, trasy spacerowe wzdłuż cieku wodnego. Idąc tą trasą można dojść do Wisły - ale to już wycieczka na przynajmniej 25 minut w jedną stronę.

Kolejna opcja do spacer wzdłuż Kanału Gocławskiego w stronę Balatonu - spacer może być dowolnie długi. Kanał ma swój urok, jednak spacer przebiega już pomiędzy blokami.

W ten sposób można dojść do Parku nad Balatonem (15 minut od mojego bloku). No i tu mam problem z "parkiem". Niewiele jest tu drzew i miejsc naturalnie zacienionych. Doceniam ten zakątek jako wytchnienie wśród blokowisk, jednak... kiedy chcę wybrać się do prawdziwie miejskiego parku, jadę do fantastycznego Skaryszaka.


A teraz przestanę marudzić i ponapawam się wieczornym widokiem Jeziora Balaton. 

Odbicie światła domów, migoczące w tafli jeziora... to jest wielka przyjemność w mroźny grudniowy wieczór.

Historia akwenu sięga lat 20. minionego stulecia, wtedy to po raz pierwszy spiętrzono wody Kanału Gocławskiego tworząc tutaj nowy zbiornik wodny. Oblicze sztucznego jeziora zmieniało się na przestrzeni dziesięcioleci. Zbiornik jest zarybiony - właśnie czytam o pokaźnym karpiu złowionym w czerwcu tego roku :-)

Park (ekhem!) okalający jezioro liczy sobie dopiero 10 lat. Jego zagospodarowanie musi być cenione przez mieszkańców: place zabaw, mostki, kaskady, alejki w narożu od ul. Nowaka-Jeziorańskiego. Jest też kawiarnia, której nie zdołałam odwiedzić w ciągu tego roku! Czy zdołam, zanim zamknie się mój gocławski rozdział życia?...

wtorek, 24 listopada 2020

Zegar z Parku Świętokrzyskiego

W trakcie spaceru po Parku Świętokrzyskim zaintrygował mnie pewien obiekt – na pierwszy rzut oka wyglądający na pamiątkowy kubik. Jednak z bliska okazał się być zegarem słonecznym!

Jest to bardzo nietypowy zegar. Po pierwsze składa się z czterech cyferblatów, zaś na każdym z nich znajdują się dwa gnomony – każdy dla jednej połowy roku. Te gnomony są kolejnym charakterystycznym elementem. To nie ich cienie wskazują czas, a promień słoneczny wpadający w otwór w gnomonie.

I tylko tego słońca ci u nas niedostatek. Dodatkowo w tym miejscu drzewa i krzewy blokują dostęp światła. Smutny jest los zegarów słonecznych w Polsce!


Zegar powstał prawdopodobnie w 1955, a jego autorem był Tadeusz Przypkowski.

Ten jak i inne warszawskie zegary dokumentuję na mojej stronie na Facebooku.

niedziela, 22 listopada 2020

Zerzeń - kościół

Urzekło mnie sformułowanie ze strony Tu Stolica o warszawskich zabytkach: są jak koty, obdarzone kilkoma życiami – giną i odradzają się...

Kościół w Zerzniu z pewnością nie jest jedynym, który można tak opisać. Tamtejsza parafia pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest jedną z najstarszych warszawskich parafii. Rok budowy kościoła zerzeńskiego to około 1403. Jak donoszą dokumenty z wizytacji z 1603 (lub 1609), pierwszy kościół był drewniany, z ceglaną podłogą i czterema ołtarzami. Niewiele mamy zachowanych średniowiecznych zabytków, większość z nich była zbudowana z drewna, a ten materiał podatny jest na pożary. Taki też los spotkał kościół zerzeński, który najpierw zniszczony był w trakcie potopu szwedzkiego, a później spłonął w pierwszej ćwierci XVIII wieku. Szybko go odbudowano, jeszcze przed upływem połowy wieku. Ten obiekt przetrwał niemal do końca XIX wieku, kiedy to wybudowano zupełnie nowy budynek, dzięki fundacji dziedziczki wilanowskiej hr. Aleksandry Augustowej Potockiej. Nowy kościół powstał w formie wyimaginowo-średniowiecznej – czyli neogotyk. Kwestia autorstwa jest sporna: być może to dzieło specjalisty od neogotyku, Józefa Piusa Dziekońskiego; a może nieco mniej znanego, ale też lubujący się w tym stylu Konstantego Wojciechowskiego.

I jest to forma, w której zerzeński kościół znamy dziś. Choć nie jest to budowla oryginalna! XIX-wieczna świątynia została zniszczona w trakcie II wojny światowej. Powojenna odbudowa zakończona została w 1976.

  A ten budynek to... dawna plebania, jak sugeruje link?

Z dostępnych mi źródeł wynikałoby, że dzwonnica powstała w trakcie powojennej odbudowy.

 
W głównym ołtarzu kościoła znajduje się obraz Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z 1993 roku.

W prezbiterium znajduje się zespół witraży pt. Zbawiciel z hostią w otoczeniu aniołów. Witraże powstały dla upamiętnienia Kongresu Eucharystycznego w 1990 roku w pracowni Teresy Reklewskiej z Warszawy-Miedzeszyna.
Korzystałam głównie z Atlasu Warszawy.

wtorek, 17 listopada 2020

jesienny Park Szczęśliwicki

Jesienny spacer w niespodziewanie ciepłą listopadową sobotę. Mnóstwo ludzi, a także dzieci 😜 i psów – no ba, taki listopad 2020 nie daje wiele innych możliwości. Dobrze cieszyć się przyjazną pogodą, póki można.

Jeziorko Szczęśliwickie albo Glinianki Szczęśliwickie. Zgodnie z nazwą, ich powstanie wiąże się z wyrobiskiem gliny, które z czasem wypełniło się wodą i zamieniło się w stawy. Jeziorko jest domem dla osiemnastu gatunków ryb:-)

Nad wszystkim góruje Górka Szczęśliwicka - jedyne miejsce w Warszawie, gdzie można zjechać na nartach. Całe otoczenie stanowi park sportowy, gdzie znajdziemy baseny, rolkowiska i po prostu zieleń. Górka jest najwyższą w Warszawie (152 m).

Jest sztucznym wzniesieniem, została usypana po wojnie. Jej bardziej szczegółową historię dyskretnie się przemilcza, bo Górka Szczęśliwicka, mimo że zaczynała chwalebnie jako sterta gruzów powojennej Warszawy, ma w swojej karierze także etap bycia górą śmieci. Dopiero pod koniec lat 60. kopiec osypano ziemią tworząc park, przestrzeń przyjazną mieszkańcom i pozwalającą im na sportowy relaks.

wtorek, 3 listopada 2020

jesienny Ogród Saski

Tego dnia zapragnęłam napawać się warszawską jesienią. Po przechadzce po Ogrodzie Krasińskich, zawitałam do Ogrodu Saskiego. Minęłam się z żołnierzami, którzy schodzili właśnie ze swojej warty, uśmiechnęłam się do aktualnie strzegących Grobu Nieznanego Żołnierza i wkroczyłam pomiędzy barokowe rzeźby.


Ta bańka leciała niesłychanie długo! biorąc pod uwagę jej rozmiar, aż dziw, że nie rozbiła się dużo wcześniej.